niedziela, 6 października 2013

2. Ocena her-infinity

Uwaga: ocena skopiowana ze starej ocenialni, stąd więzienny wstęp fabularny
Rozpatrujący wniosek: Claudinella
Więzień: Lexie S [her-infinity]

Adres i zdanie w belce są ciekawe, chociaż nie sugerują wiele. Razi jedynie kropka przed cudzysłowem, a i cały ten tekst można by zostawić bez niego, skoro to Twoje słowa i jednocześnie coś w rodzaju podtytułu – umieszczając ten sam napis w nagłówku, już nie miałaś wątpliwości i tam nie przypomina on cytatu z innego dzieła.
Do ogólnego wyglądu szablonu, chociaż jest prosty i przejrzysty, mam kilka zastrzeżeń. Kolor tła, będący równocześnie tłem dla tekstu notek, jest zbyt jaskrawy i mimo że z początku nie razi ani nie odrzuca, przy dłuższym czytaniu zaczyna męczyć oczy. Oprócz tego, gdy już odwróci się wzrok od niebieskiego monitora, wszystko inne wydaje się pomarańczowe i taki efekt towarzyszył mi za jeszcze jakiś czas każdym razem po zakończeniu przeglądania Twojego bloga.
Nagłówek jest znacznie jaśniejszy i ładnie komponuje się kolorystycznie, ale pod innymi względami nie podoba mi się w ogóle; nie będę oczywiście krytykować założeń, bo każdemu może podobać się co innego, ale uważam, że jest za wysoki i nie został najlepiej wykonany. Jego krawędzie są nierówne, niedbale pociągnięte czymś w rodzaju pędzla przezroczystości, a dwie najważniejsze grafiki, z których się składa, kiepsko połączono ze sobą: ich brzegi są rozmyte, rysunki częściowo się przysłaniają, a częściowo wtapiają w siebie lub w tło. W efekcie powstaje nieprzyjemne wrażenie chaosu, a dolna postać straciła przypadkiem kawałek skrzydła. To właśnie w tym niefortunnym miejscu łączą się dwa obrazki, z których dolny jest bardzo jasny, a górny na tyle ciemny, że jego lewa strona przechodzi w głęboką czerń i nie widać żadnych szczegółów; znajduje się tam niezbyt udane przenikanie obu fragmentów i nie dość, że ciemna plama znajduje się na samym środku nagłówka, to jeszcze ze względu na kontrast najbardziej rzuca się w oczy. Pierwszą rzeczą, na jakiej człowiek koncentruje wzrok w tym przypadku, jest właśnie ten punkt i nie robi to najlepszego wrażenia.
Układ bloga i dodatki są natomiast przemyślane, bo na stronie głównej znalazło się wszystko, czego potrzeba i nie ma wrażenia przepełnienia gadżetami. Statystyka, krótki tekst ogłoszeniowy, proste menu i obserwatorzy – wszystko na swoim miejscu, intuicyjnie i wygodnie. Ten szablon naprawdę bardzo by mi się podobał, gdyby nie nagłówek.
Utworzyłaś osobne podstrony na spis treści, linki, informacje o bohaterach, o Tobie, blogu i „wyjaśnienia”. Moim zdaniem te ostatnie można by spokojnie dodać do ramki „o blogu” i w ten sposób ułatwić nawigację, przy okazji zmniejszając liczbę podstron.
Na Twoim miejscu zajęłabym się posegregowaniem listy linków, bo masz ich aż 31, w tym szabloniarnie, ocenialnie, katalogi i nie wiadomo co jeszcze. Byłoby wiadomo, gdybyś powsadzała je w odpowiednie kategorie, bo teraz jest po prostu bałagan i człowiek dostaje oczopląsu od listy, gdzie nie ma żadnej kolejności.
Tekstu w ramce „o mnie” nie będę oceniać, bo są to tylko informacje o Tobie, którymi zdecydowałaś się podzielić z czytelnikami i nie jest to również szczególnie istotna część menu; zwrócę tylko uwagę na błąd: „te opowiadanie” – powinno być „to”. Co innego w przypadku strony „o blogu”, bo to opis opowiadania, który ma za zadanie zachęcić odwiedzających do czytania i pewnie w wielu przypadkach jest pierwszą podstroną, w jaką klikną. Nie podoba mi się zupełnie początek tekstu – to, że starasz się uniknąć tandety i nieoryginalności sprawia, że od razu kierujesz czytelnika na taki, a nie inny tok myślenia; jeśli nie chcesz, żeby ktoś myślał o Twoim opowiadaniu czy wstępnym tekście, że jest sztampowy i kiczowaty, to o tym nie wspominaj, ani tego nie sugeruj. Odbiorca może się czuć wręcz zachęcony do tego, żeby szukać w twoim utworze niedociągnięć i tego całego kiczu, chociażby podświadomie.
Do opisu bohaterów użyłaś, a raczej zastąpiłaś je zdjęciami i animacjami, które w jakiś sposób do nich nawiązują. Ciężko mi powiedzieć, czy to rozwiązanie mi się podoba; z jednej strony cieszy mnie, że nie znalazłam w tym miejscu zdjęć gwiazd i notek biograficznych, które w wielu opowiadaniach zastępują jakiekolwiek opisy wyglądu i charakteru bohaterów, ale z drugiej ramka nic nie wnosi.
Do wyglądu najważniejszej części bloga, czyli tej, w której znajduje się tekst rozdziałów, nie mam żadnych zastrzeżeń. Szerokość jest wystarczająca, czcionka czytelna, a wszystkie informacje, takie jak data czy tytuł posta, znajdują się w widocznych miejscach. Mam tylko jedną małą uwagę – autor, godzina publikacji i informacja o komentarzach pod notką są bardzo rozciągnięte, a można to najprawdopodobniej poprawić jednym kodem w css.

Kiedy zaczynałam pisać ocenę treści, na blogu znajdował się jedynie prolog i trzy rozdziały. Skontaktowałam się z Tobą i umówiłyśmy się, że poczekam z wystawieniem oceny do czasu, aż publikujesz czwarty. Po części dlatego, że regulaminową ilością na Gaolu jest właśnie pięć postów fabularnych, a nie cztery, a po części z tego względu, że ciężko było mi analizować tak krótki tekst z przekonaniem, że robię to sprawiedliwie. Sądziłam, że nawet ten jeden dodatkowy rozdział może rozstrzygnąć wiele niejasności z poprzednich części, lepiej zobrazować świat przedstawiony i pokazać Twoje zamierzenia odnośnie następnych. Mam tylko nadzieję, że brałaś to pod uwagę, kiedy się zgłaszałaś – wiedziałaś, że szybko zostaniesz oceniona, skoro trafiłaś na pierwsze miejsce w kolejce – i sama uznałaś, że na tym etapie można już wypowiadać się o tekście jako większej całości. Obawiam się jednak, że moja opinia może być dla Ciebie wręcz krzywdząca, bo w najnowszym rozdziale wciąż dopiero wprowadzasz czytelnika w świat, który stworzyłaś i tak naprawdę ciężko powiedzieć, co chcesz zrobić ze swoim tekstem dalej. Nie jest to kwestia jednego, ale co najmniej kilku rozdziałów, bo chciałabym móc zobaczyć, w jaką stronę rozwiniesz fabułę, jakie podejmiesz decyzję i dokąd zmierza wszystko to, co zdołałam przeczytać.
Jeżeli oczekujesz rady, na co powinnaś zwrócić większą uwagę już na tym etapie, to mam nadzieję, że moja ocena będzie dla Ciebie pomocna.

Zdecydowałaś się na napisanie własnej historii, która nie opiera się na innym dziele, bo nie jest to fan fiction, ani nie przedstawia życia w znanej nam rzeczywistości: wybrałaś pisanie fantasy.
Z dość niejasno brzmiącego prologu – oraz, oczywiście, z opisu bloga – można wywnioskować, że akcja ma miejsce w Valurii, świecie istniejącym równolegle do naszego, gdzie ludzie mogą się co prawda przedostać, ale dzieje się to bardzo rzadko i nigdy przypadkiem. Taka sytuacja ma miejsce właśnie w prologu, gdzie Praojciec informuje swoją adoptowaną córkę, pochodzącą również z naszego świata, że postanowił przywołać z Ziemi kolejnego człowieka, żeby ubarwić jakieś nadchodzące zawody.
Informacje, które można wyciągnąć z prologu są według mnie wystarczające, bo czytelnik dowiaduje się wszystkiego, czego powinien. W komentarzach pojawiały się głosy, że wstęp jest zbyt tajemniczy i zawiły; dodałaś też notatkę nad treścią, w której tłumaczysz się z tego faktu, podczas gdy skomplikowana akcja czy mało zrozumiałe nazwy nie są wcale problemem. Można narzekać jedynie na styl, który chwilami bywa męczący w odbiorze, ale oczywiście nie na tyle, by utrudniać zrozumienie tekstu.
Właściwa akcja rozpoczyna się w pierwszym rozdziale, gdzie jesteśmy świadkami śmierci głównej bohaterki imieniem Claire, która zaraz po wypadku budzi się w świecie, o którym wcześniej nawet nie słyszała. Chociaż tylko raz opisujesz akcję z jej perspektywy, a kolejne części w teorii koncentrują się na innych postaciach, to centrum wydarzeń pozostaje właśnie ona. To osoba wyjątkowa, szybko okazuje się, że prawdopodobnie zyska wielką moc i może nawet zmienić losy świata, do którego trafiła, dlatego zrozumiałe jest, że wywołuje spore zainteresowanie. Dziwi mnie jednak, że wzbudziła je już na samym początku, gdzie nikt nie miał prawa spodziewać się, że jest Bezimienną, bo ostatnie pojawienie się tego typu istoty miało miejsce trzysta lat wcześniej i uważa się je wręcz za zwykłą legendę. Nie tłumaczy to też faktu, że że jej przeznaczenie to jedyny wątek fabularny. Pozostali bohaterowie myślą tylko o niej, wszystkie ich poczynania są w jakiś sposób związane z jej przybyciem, a kolejne rozdziały poświęciłaś wyłącznie przedstawieniu nowych bohaterów oraz opisaniu momentu ich zapoznania się z tajemniczą dziewczyną z innego wymiaru lub zetknięcia z informacją o jej pojawieniu się. W takim układzie nie ma miejsca na przedstawienie czytelnikowi podstaw świata, bo akcja cały czas posuwa się do przodu i chociaż nie dzieje się to zbyt szybko i nie obserwujemy nagłych jej zwrotów, to mam wrażenie, że nie chcesz jej ani na chwilę przerwać, żeby podjąć inny temat; zatrzymać się na chwilę, żeby czytelnik mógł zrozumieć świat, w którym mają miejsce te wszystkie wydarzenia, zanim pozna dalszą część historii. Przez wszystkie rozdziały skupiasz się wyłącznie na ukazaniu uczuć czterech bohaterów względem Claire i postępów w szkoleniu, które rozpoczęła.
Nie opierasz swojego świata na realnym, a pozorne odniesienia do innych, które czasem się pojawiają, okazują się mylące, jak chociażby w przypadku nazw bogów, którzy pochodzą z różnych, niezwiązanych ze sobą mitologii; ciężko znaleźć jakieś podobieństwa do pierwowzorów i raczej nie można w Charonie, bracie Mesjasza, dopatrywać się greckiego dziadka przewożącego ludzi łódką w zamian za obola. Wszystko wskazuje więc na to, że starasz się stworzyć własny świat od podstaw. Niestety, tych podstaw brakuje. Nie piszesz nic o organizacji świata i tak naprawdę szczątkowe wnioski można wyciągnąć tylko z nielicznych fragmentów, które pokazują coś innego niż przemyślenia Deneba, Rinnah i Pandory na temat głównej bohaterki. Wszystko, co mogę o Valurii powiedzieć to to, że wydaje się łaskawa dla kobiet, bo panuje jakieś równouprawnienie, magia odgrywa ogromną rolę w życiu mieszkańców, a Claire trafiła do jakiegoś królestwa. Nie mam zielonego pojęcia, na czym w tym państwie opiera się gospodarka, bo jak dotąd w tle przewijało się tylko wojsko, jacyś strażnicy bez koszul i król, chociaż zupełnie nie wiadomo, jaką rolę ten ostatni tam odgrywa; w końcu istnieją dwaj boscy bracia, którzy cieszą się wielkim oddaniem mieszkańców i nie tylko biernie obserwują wiernych, ale podejmują ważne decyzje. Nie wiadomo również, skąd mieszkańcy biorą pożywienie, ubrania i broń, ale zakładam, że opisujesz świat preindustrialny, w którym ludzie radzą sobie bez maszyn (wnioskuję to ze sposobu, w jaki przez przypadek któraś mieszkanka podpaliła swój dom). W takim razie Claire miała ogromne szczęście, że od razu trafiła na życzliwych ludzi, a raczej na osoby, które zauważyły jej niezwykłość i dość dobrze potraktowały; nie wiedząc nic o świecie, w którym się znalazła i mówiąc o Ameryce, z której pochodzi, wyglądała raczej na wariatkę i dziwne, że zobaczono w niej coś na tyle wyjątkowego, że od razu zabrano ją do króla. Czy nie miał ważniejszych spraw niż oglądanie wariatek z lasu? Wydaje mi się to mało prawdopodobne, bo gdyby faktycznie nie okazała się nikim niezwykłym, tylko jakąś kobietą, która postradała zmysły, poddani mogliby nawet stracić głowę za idiotyczne zachowanie i przeszkadzanie królowi w siedzeniu na tronie. Te wszystkie pytania i wątpliwości biorą się właśnie z niedostatecznej ilości informacji o podstawach świata oraz o panujących w nim zasadach.
Brakuje mi również tego, że nie pokazałaś, jak nastawieni są do wszystkich wydarzeń mieszkańcy, bo wzmianki o tym, że „uwielbiali boga” albo że po prostu ze zdziwieniem obserwowali ziemski ubiór Claire, nie są dla mnie wystarczające. Można oczywiście zrozumieć, że wszystkie tego typu kwestie nie będą poruszone w pierwszych rozdziałach, ale podjęcie jakiejkolwiek z nich rzuciłoby trochę światła na miejsca, które są tłem opisywanych przez Ciebie wydarzeń. Tematy takie jak gospodarka, zasady społeczne czy choćby warunki klimatyczne w tym świecie powinny się pojawić w dalszych rozdziałach i mam nadzieję, że poświęcisz im trochę czasu, zwłaszcza w miarę pojawiania się wątków, dla których znajomość realiów będzie pomocna w ich zrozumieniu.
Na ten moment odnoszę wrażenie, że nie stworzyłaś świata od podstaw i sama nie do końca wiesz, jakie panują w nim zasady. Przedstawianie niektórych miejsc, takich jak zamek czy płonący dom mieszczanki wydaje się służyć wyłącznie wywoływaniu określonych emocji u czytelnika, czy też okazują się po prostu wygodnym tłem dla niektórych wydarzeń, nawet jeśli poszczególne elementy niekoniecznie do siebie pasują. Mam tylko nadzieję, że nie pomijasz celowo tłumaczenia niektórych kwestii, by móc dalej używać dowolnych nazw wykonywanych funkcji i przywoływać dowolne, akurat przydatne i służące intrydze miejsca. Przykładem fragmentu, gdzie wygląd otoczenia wydaje mi się stworzony pod daną sytuację i oderwany od świata, jest opis zamku Beremuda. Budynek z zewnątrz jest czarny, a w środku „również utrzymany w ciemnych barwach”; w dodatku pochodnie palą się tylko gdzieniegdzie, a z tego wynika, że wewnątrz musi być naprawdę mało światła i użytkowanie takich pomieszczeń byłoby bardzo niepraktyczne, a ludzie musieliby wyjątkowo często łamać sobie kończyny, potykając się o progi.
Inną kwestią, która została przedstawiona w sposób dość niejasny, są relacje pomiędzy Pandorą i Rinnah. Ta pierwsza znajduje się znacznie wyżej w hierarchii Valurii, jako druga najpotężniejsza w niej osoba, ważniejsza nawet od Charona i Mesjasza. O pozycji Rinnah wiemy natomiast tyle, że jest zwykłą śmiertelną wojowniczką, ale równocześnie kimś na tyle wysoko postawionym, by mieć kontakt z ulubienicą Praojca; dziwny to jednak relacja, bo pierwszy raz rozmawiają dopiero po pojawieniu się Claire, a ich konwersacja raczej nie toczy się w miłej atmosferze. W czwartym rozdziale Pandora znów spotyka się z wojowniczką i myśli o niej jako o swojej ulubienicy wśród dzieci Mesjasza. To jakie w końcu są między nimi kontakty? Może Pandora faktycznie tylko regularnie obserwuje Rinnah, ale w tym miejscu należałoby to wprost zaznaczyć, żeby uniknąć wrażenia, że kobiety są dobrymi znajomymi.
Praojciec to kolejna pełna sprzeczności istota. Niby jest wszechwiedzący – to dlaczego w takim razie przyprowadza do swojego świata Claire, robiąc tym ogromną przykrość Pandorze? Nawet jeśli planujesz, aby w przyszłości stanęły po jednej stronie, a mam wrażenie, że właśnie taki jest Twój zamysł, to Pandora cierpi tu i teraz. W dodatku nie daje drugiej Bezimiennej dobrego przykładu, tylko bije ją w twarz za nic i nie świadczy to o tym, żeby była jej obecnością szczególnie uszczęśliwiona. Wracając do Praojca – boga równowagi, który poprzysiągł sobie, że nie stanie po stronie żadnego z synów – ciężko cokolwiek o nim powiedzieć. Być może to zamierzony zabieg, by najważniejszy bóg pozostał postacią dość tajemniczą i nie jest to oczywiście wadą, ale mam wrażenie, że pojawiła się pewnego rodzaju nieścisłość. Otóż, jeżeli faktycznie pragnie on utrzymywać równowagę w Valurii, ciężko zrozumieć, dlaczego pozwolił na to, by przez pięćdziesiąt lat Charonowie wygrywali wszystkie zawody i byli tak blisko ostatecznego zwycięstwa. Nie rozumiem też, dlaczego próbuje zachować swoje istnienie w tajemnicy przed mieszkańcami świata, ani tego, dlaczego nie uznają oni jego obecności, skoro istnieje święta księga, w którą wierzą; w niej opisana została historia Podziału, czyli kłótni dwóch braci i wydaje się oczywiste, że wspomina ona także o ich ojcu. To, dlaczego ludzie nie wierzą w Praojca jak i informacja dlaczego Pandora nie ma prawa mieszać się w ich sprawy i skazana jest na bierne obserwowanie różnych tragedii, powinny być zawarte w tekście.
Główny wątek jest dosyć ciekawy i mógłby być całkiem dobry, gdyby nie brak wytłumaczenia kluczowych kwestii oraz spójnego opisu świata, co powoduje, że czytelnik czuje się zagubiony. Niestety, nie ma jakichkolwiek wątków pobocznych i brakuje Ci wprawy w opowiadaniu historii tak, by stopniowo budować napięcie i przekazywać odbiorcy informacje, które są niezbędne.

Sama postać głównej bohaterki, której wszyscy poświęcają tyle czasu i która znajduje się w centrum wszystkich wydarzeń, nie wydaje się szczególnie oryginalna ani dobrze zarysowana; opis, który znalazł się na samym początku pierwszego rozdziału, kiedy to jeszcze znajdowała się w naszym świecie, jest bardzo ubogi. Nie można z niego wywnioskować nic o charakterze Claire, a i jej wyglądu nie określiłaś, podając jedynie kolor włosów. Nie wiadomo nic o jej przeszłości, zainteresowaniach i charakterze, więc czytelnik zaczyna ją poznawać dopiero w momencie przebudzenia w Valurii.
Od tego miejsca rozpoczyna się jej drugi żywot i niestety poza tym, że czuje się zagubiona i zastanawia nad prawdziwością miejsca, do którego właśnie trafiła, jej osobowość nie jest w żaden sposób pokazana. Po schwytaniu przez jeźdźców staje się biernym obserwatorem wydarzeń, bo nie decyduje się im sprzeciwić i wie, że nie miałaby żadnych szans na ucieczkę. Obawia o swoje życie i martwi o przyszłość, ale szybko przestaje myśleć wydarzeniach sprzed swojej ostatniej śmierci. Przyzwyczajenie do nowych warunków zajmuje jej zadziwiająco mało czasu. Gdy znowu pojawia się w którymś z kolejnych rozdziałów, gdzie rozmawia z dość ważnymi i raczej wysoko postawionymi ludźmi, wypowiada się tak, jakby była bardzo pewna siebie i jest wręcz opryskliwa. Niestety, od tego momentu nie wiadomo już nic o jej przemyśleniach i uczuciach, które jej towarzyszą. Nie obserwujemy już wydarzeń oczami Claire, a szkoda; chciałoby się zwyczajnie poznać jej zamiary, ponieważ naturalnie ciekawą kwestią jest to, jaką ma opinię o rasie Chronów, jak odnajduje się w nowej sytuacji i czy faktycznie bez mrugnięcia okiem poddaje się treningowi, który jej zlecono. Może planuje ucieczkę? Ile zdążyła dowiedzieć się o Valurii? Czy wie coś o Mesjanach? Czy ma własne zdanie dotyczące zawodów? Czy w ogóle ma jakieś własne zdanie? O tym nie było ani słowa! Nie wiadomo nic o jej rozterkach i o tym, czy tęskni za poprzednim życiem; kiedy po pewnym czasie pojawia się znowu, jej postać wydaje się pozbawiona jakichkolwiek refleksji.
O Pandorze również nie wiadomo praktycznie nic. Podobnie jak Claire pochodzi z naszego świata, urodziła się w Wielkiej Brytanii na przełomie siedemnastego i osiemnastego wieku, zginęła bohaterską śmiercią – nie to, co Claire – i to wszystko. Tych kilka informacji czyni ją najlepiej opisaną postacią ze wszystkich. Z jakiegoś powodu wie, czym są samochody, mimo że ani w świecie ziemskim, ani w Valurii raczej kontaktu z takimi maszynami nie miała. Jest ulubionym z dzieci Praojca, w dodatku adoptowanym i jako jedyna posiada jakiś charakter. Chwilami zachowuje się infantylnie, a jej zazdrość o sprawiającą wrażenie znacznie mniej inteligentnej Claire wydaje się nieuzasadniona, jednak jej konflikt wewnętrzny jest znacznie ciekawszy niż wszystko, co dzieje się wokół nowej Bezimiennej. W czwartym rozdziale pojawiają się jej przemyślenia: „Gdy przybyła do Valurii, była bardziej skołowana i zrozpaczona niż Claire. Pandora nie potrafiła odnaleźć się w nowym świecie i bardzo długo tęskniła za tym, co utraciła”. To chyba sprawia, że znacznie łatwiej polubić Pandorę: nie jest taka płytka i „idealna” jak główna bohaterka, która w pierwszym rozdziale myślała o tym, że ma wszystko (tu została wymieniona idealna figura, przyjaciele i rodzina), ale w obliczu rozłąki z bliskimi, w ogóle nie przejmuje się ich dalszym losem. Ani razu nie pomyślała o rodzicach! Właśnie na takich kontrastach najbardziej zyskuje Pandora, której zależy na zdaniu Praojca i która ma w życiu zupełnie inne priorytety. Mało tego, gdzieś zostało wspomniane, że Pandora zginęła, ratując siostrę. Claire natomiast poniosła śmierć przez własną nieuwagę, a mimo swoich potencjalnych zdolności pozostaje pustą lalką. Wydaje się chwilami po prostu zbyt głupia, by martwić się i zastanawiać nad swoim położeniem w tej dziwnej sytuacji. Jej bezrefleksyjność, spokój i posłuszeństwo wobec otoczenia wcale nie świadczą o silnym charakterze. Prawdę mówiąc, mam wrażenie, że zrobi wszystko, co jej się każe bez zastanowienia i mimo że jest główną bohaterką i cała fabuła toczy się wokół jej przybycia, tak naprawdę została najsłabiej wykreowaną postacią.
W miarę dobrze został przedstawiony Deneb. Jest krytyczny wobec świata i podchodzi do wszystkiego podejrzliwie, mimo że podporządkowuje się regułom miejsca, w którym żyje. W jego przypadku znalazłam jednak najwięcej sprzeczności, które utrudniają zrozumienie tej postaci. Wydaje się dość wybuchową osobą, która ma jasno postawione cele w życiu, ale jego motywacje i podejście do rzeczywistości nie są wcale spójne. Z tekstu można wywnioskować, że w sposób typowy dla Chronów nie postrzega roślinności i całego wystroju wnętrza domu Wyroczni jako czegoś pozytywnego, ale zaraz potem „aż bał się stwierdzić, że było wykwintniejsze od wnętrza zamku samego króla Beremuda”, co wskazuje, że z jakiegoś powodu uznaje je za estetyczne. Wygląda to jednak na zwykłą nieścisłość, a nie celowy zabieg mający na celu przedstawienie wewnętrznej rozterki postaci. Deneb nie może się też zdecydować, czy jest głęboko wierzący, bo Święta Księga jest dla niego raz „Varis, Świętą Księgą” a raz „starym tomiskiem”. Ogólnie rzecz biorąc polubiłam go, ale przeszkadzają mi te niejasne fragmenty; mimo to jest jedną z ciekawszych postaci.
W przypadku sióstr Kha – Hei i Rinnah cieszy, że pojawiają się nie tylko fakty dotyczące ich biografii, ale także wzajemne relacje czy sposób reagowania na nagłe wydarzenia; od tej strony są całkiem ciekawe. Nie podoba mi się natomiast to, że charakter tej pierwszej jest nieco przerysowany, a przede wszystkim podkreślany przez stwierdzenia w rodzaju „Kha – Hea była wyjątkowo spokojna”, jakbyś starała się skłonić czytelnika do zapamiętania przede wszystkim tej jednej cechy. O ile ich charaktery mogłyby stać się wyraźne a same dziewczyny dobrze wykreowanymi bohaterkami, to mam wrażenie, że po prostu nie starczyło czasu na rozwinięcie ich w jednym rozdziale.
Wydaje mi się, że należałoby po prostu poświęcić każdemu z bohaterów więcej czasu, przy okazji umieszczając go w spójnym świecie, nie skupiając przy tym tak bardzo na temacie Claire; brakuje intryg, w których mogli by się wykazać jakimkolwiek charakterem. Niech się chociaż rozpłaczą na widok pająka, no!

Twój styl to przede wszystkim barwne opisy i zaskakujące porównania, w których za wszelką cenę starasz się uniknąć przeciętności. Widać, że szukasz niecodziennych określeń i próbujesz budować atmosferę sugerującą, że opisywane przez Ciebie wydarzenia dotyczą wzniosłych i poważnych wydarzeń. Niestety, czasem taki sam opis pojawia się dwa albo i więcej razy, a kiedy czytelnik widzi określenie „imponujące atramentowe skrzydła” w dwóch następujących po sobie rozdziałach, to odnosi wrażenie, że czyta ten sam tekst kilkakrotnie. W opowiadaniu nie pojawiają się żarty, a jedyne potoczne sformułowania, które się w nim znajdują, wyglądają na użyte przypadkowo.
Na samym początku używałaś bardzo krótkich zdań, które sąsiadując ze sobą powodowały wrażenie braku płynności i ciężko było przebrnąć przez fragment z samochodem BMW. Miałam nieprzyjemne uczucie braku miejsca na oddech, spowodowane przez szereg bardzo podobnie zbudowanych zdań. W kolejnych rozdziałach jest już znacznie lepiej, co cieszy, bo widać, że Twój styl pisania wciąż się rozwija i zyskujesz wprawę. Jedyną rzeczą, która nie uległa zmianie, jest używanie przez Ciebie w nadmiarze wyszukanych zamienników imienia danej osoby w momentach, gdzie jest to zupełnie zbędne, bo na przykład w scenie występuje tylko jedna postać. Zdarza Ci się czasem praktycznie obok siebie umieścić dwa lub więcej takich określeń, podczas gdy dałoby się je całkiem wyeliminować bez szkód dla zrozumienia tekstu, a nawet z korzyścią dla jego płynności. „Blondynka”, „jasnowłosa”, „Amerykanka”, „dziewczyna”, „Bezimienna” pojawiają się po kolei w następujących po sobie zdaniach jako synonim imienia „Claire”.
Dużą zaletą jest to, że nie ograniczasz się w opisie otoczenia do kolorów i wskazania kilku przedmiotów kluczowych dla danej sceny, a starasz się w miarę możliwości opisać dużą ilość szczegółów i nie zapominasz o otoczeniu. Masz jednak spore problemy z precyzją, na czym bardzo cierpi kreacja świata, gdyż czytelnik musi stale dopowiadać sobie to, czego nie zobaczy w tekście. Chwilami mam wrażenie, że tak naprawdę nie masz określonej wizji i nie wiesz, co chcesz przedstawić. W czym objawia się ta nieprecyzyjność? W pierwszym rozdziale piszesz, że Claire miała idealną figurę; tak naprawdę nie wiadomo, jak to interpretować. Mogłaby być wysoka i smukła, niska i filigranowa, mogłaby być średniego wzrostu i mieć figurę klepsydry; tak naprawdę dostając tę informację czytelnik wcale nie jest bliżej poznania głównej bohaterki. Później używasz określenia „idealny” w jednej notce jeszcze trzykrotnie. Dwa razy dotyczy to rysów twarzy Pandory, a raz zielonej polany. Zapewne Twoim zamiarem było to, by odbiorca sam wyobraził sobie, co uznaje za doskonałe, ale w pewnym momencie taki zabieg staje się denerwujący, bo to Twój świat, o którym czytelnik chciałby wiedzieć więcej. Później piszesz, że na straganach „sprzedawano jedzenie lub handlowano wszelkiego rodzaju bronią niepalną”. Nie lepiej napisać, że handlowano bronią białą i uzbrojeniem? Albo od razu podać przykłady; w końcu to, czy używano szabli czy rapiera, zależało w naszym świecie od szerokości geograficznej, mody i potrzeby, a w przypadku Valurii przybliżyłoby czytelnikowi świat, w jakim ma się poruszać. Ich uzbrojenie różniłoby się raczej od tego, jakie Claire mogła widzieć kiedykolwiek w Stanach Zjednoczonych. Zastanawia mnie także to, że w żaden sposób nie zwróciła uwagi na ubiór mieszkańców królestwa (z dwoma wyjątkami – jeźdźcy mieli gołe torsy, a król był ubrany w „szaty wykonane z najlepszego materiału”), a skoro dla nich jej ubiór był dziwny, to można z tego wywnioskować, że działało to w obie strony. Czasem wkradają się określenia, które nie wnoszą nic do opisu otoczenia, jak w tym przypadku: „Zamek zbudowany był z czarnego budulca” – raz, że „zbudowany z budulca” brzmi jak masło maślane, dwa – znacznie lepiej byłoby tu uściślić, czy mamy do czynienia z zamkiem kamiennym czy ceglanym. Pisanie opowiadania z wymyślonymi realiami to akurat świetny sposób na dokształcanie się i szukanie informacji, których normalnie nie potrzebowałoby się zdobywać i które zwyczajnie nie leżą kręgu naszych zainteresowań.
Wszystkie rozdziały, niezależnie od bohatera, z punktu widzenia którego opowiadają historię, są pisane podobnym stylem. Z początku wydawało mi się, że wszystkie stwierdzenia, które w nich padają, opisują osobiste odczucia tych postaci, a nie są tylko suchymi faktami; przestałam być jednak tego pewna już w drugim rozdziale, gdzie okazało się, że pojawia się coraz więcej informacji o stanie umysłu postronnych bohaterów, co wskazywałoby na narratora wszechwiedzącego, a wszystko pisane jest dokładnie w ten sam sposób. Stwierdzenia, które wydają się przemyśleniami postaci, wyglądają dokładnie tak samo, jakby każdy z nich myślał tym samym językiem. Nie inaczej jest w przypadku wypowiedzi, bo ich styl również jest identyczny, niezależnie od tego, czy wypowiada się kapłan, wojownik czy bóg. To przy okazji jeszcze jeden z powodów, dla którego ciężko przypisać im jakikolwiek charakter, bo nie przedstawiasz go nawet przez sposób mówienia. Swoją drogą, do tej pory nie pojawiła się żadna osoba o niskim statusie społecznym, która mogłaby wyrażać się w sposób potoczny, a nie wiem nawet, czy w tym świecie mogłabym się takiej spodziewać.
Wracając do tematu narracji, ciężko czasem zrozumieć, czy chcesz, aby czytelnik wczuł się w daną postać, czy też po prostu stosujesz taką samą narrację, jedynie opisującą wydarzenia związane z daną osobą. „Kiedy Deneb zdał raport władcy, udał się do swojego domu, by nieco odpocząć po wyczerpującym dniu. Po jego głowie wciąż krążyły niechciane myśli. Claire nie mogła być Bezimienną! Ostatnia taka istota pojawiła się w Valurii setki lat temu, choć była to tylko legenda” – fragmenty takie jak ten wskazują jednoznacznie, że chcesz pokazać przemyślenia jednej, konkretnej postaci, podczas gdy co jakiś czas pojawiają się stwierdzenia opisujące stan umysłu osób postronnych. Wprowadza to małe zamieszanie i narracja nie działa tak, jak powinna: czytelnik zastanawia się nad tym, co chciałaś przekazać i nie wie, czy chociażby opis świętej księgi przedstawia punkt widzenia Deneba, czy jest to ogólnie przyjęte przez ludność założenie. A może nawet zdanie samego narratora, który nie zmienia się z rozdziału na rozdział? Ogólnie rzecz biorąc mam wrażenie, że wprowadzasz rozdziały poświęcone kolejnym postaciom, nie mając tak naprawdę pomysłu, co chcesz za ich pomocą pokazać. Oczywiście, czytelnik poznaje dzięki nim nowych bohaterów, może zobaczyć wydarzenia z ich codziennego życia, ale zawsze ich działania sprowadzają się do myślenia o Claire, co nie pokazuje w żaden sposób ich charakteru. No, możemy oczywiście wziąć pod uwagę spontaniczną decyzję Deneba, który po ujrzeniu dziwnie ubranej i oszołomionej dziewczyny postanawia zabrać ją do króla i zachowanie Rinnah, która jest świadkiem wizji swojej siostry; są to jednak rzeczy zepchnięte w Twoim opowiadaniu na dalszy plan i pojawiają się też sporadycznie. Narracje pobocznych bohaterów nie wprowadzają żadnych nowych wątków, bohaterowie z reguły nie podejmują decyzji, które wynikałyby z ich indywidualności, a nawet ich codzienność nie jest przedstawiona zbyt szczegółowo, żeby nie powiedzieć wcale. Te kilka zdań, które opisują prozę życia bohaterów i czynności, które wykonywali tuż przed otrzymaniem informacji o przybyciu Bezimiennej nie są satysfakcjonujące i wyczerpujące.
Ostatnią rzeczą dotyczącą stylu, na którą chciałabym zwrócić uwagę, a której poprawienie raczej nie przysporzy Ci trudności, są dywizy i sposób justowania tekstu. Wszystkie dialogi zaczynasz dywizami i kończysz półpauzami; wygląda na to, że korzystasz z edytora tekstu, który automatycznie zmienia tylko drugi znak. Błędem jest jednak używanie ich do zapisu dialogów, powinnaś zmienić je wszędzie na pełnej długości pauzy. Oprócz tego większość tekstu jest wyjustowana do lewej, a tylko niektóre fragmenty do obu marginesów; zazwyczaj tylko początek. Zdecydowanie lepiej byłoby wyjustować wszystkie rozdziały jeszcze raz, w całości.

Błędy
W tym miejscu chciałabym wypisać większość błędów logicznych i literówek, jakie znalazłam. Nie zauważyłam żadnych ortograficznych.

„Auto uderzyło w wątłe ciało dziewczyny, odrzucając ją na kilka metrów w przód. BMW zatrzymało się z głośnym piskiem, a ze środka wyskoczył mężczyzna ubrany w ciemny garnitur. Podbiegł do leżącej na asfalcie jasnowłosej i złapał się rękoma za głowę. Chwilę później dookoła ciała zebrała się duża grupa ludzi. Ktoś krzyczał, pewna kobieta przyciskała do siebie płaczące niemowlę, inna stała z szeroko otwartymi ustami” – to między innymi ten fragment miałam na myśli, pisząc o podobnie złożonych zdaniach, które ciężko się czyta. W całym pierwszym rozdziale często pojawiają się takie fragmenty.

„Valuria to zupełnie inny świat, moja droga – odparła nieznajoma, a jej głos przesączony był ironią” – raczej szyderstwem, pogardą.

„zza jej pleców wystrzeliły niemal atramentowe, ogromne skrzydła. Chwilę później skoczyła w górę, a nieludzki wygląd dał jej możliwość lotu” – lot raczej umożliwiły jej skrzydła, nie określony wygląd.

„- Nie jestem jakąś hrabiną, byś musiał mi się kłaniać” – to brzmi dość dziwne. To jedyny przypadek użycia w Twoim opowiadaniu tytułu szlacheckiego. Poza tym w każdej kulturze wymaga się szacunku do matki i jeśli udało jej się wychować Deneba na grzecznego chłopca, to nic, tylko świętować.

„- Dwa tysiące pięćset czterdziesty dziewiąty od Podziału” – wbrew temu, co stwierdziła Claire nieczęsto mówi się „dwa tysiące trzynasty od narodzin Chrystusa”. Oprócz tego, nigdy nie zdziwiło ją określenie „Mesjasz” w odniesieniu do kogoś innego niż Chrystus, co powinno ją zainteresować, jeśli faktycznie jest chrześcijanką.

„- Miałam dziś najważniejszą wizję w całym sowim życiu” – swoim.

„Stała z założonymi rękoma, a na jej twarzy bąkał się szyderczy uśmiech” – błąkał.

„-Poleć na dół, jeśli masz ochotę” – brak spacji.

„Pandora ze skupieniem obserwowała kobietę, która ustawiła nad ogniem saganek z zupą, a potem usnęła ze zmęczenia” – zasnęła na stojąco? To trochę jak scena z The Sims. Wydaje mi się, że lepiej byłoby opisać tę scenę dłużej albo po prostu nieco inaczej.

„Dopiero kiedy ratownicy zaczęli gasić płonący dom” – ratownicy? W tym świecie to chyba sąsiedzi, którzy nie chcieli, by ogień rozprzestrzenił się na ich domy... To znów kwestia braku informacji o organizacji świata.

„Czuła się tak jakby za chwilę miała rozszaleć się wewnątrz niej burza z piorunami” – brak przecinka przed „jakby”.

„Obserwowali młodą Amerykankę jakby nigdy wcześniej nie widzieli takiej osoby” – brak przecinka przed „jakby”.

„a w spiczasto zakończonych oknach powstawiano kraty” – należy napisać, że chodzi o kształt tych okien.

„Władca trzymał w lewej dłoni połyskujące srebrzystym blaskiem berło, a na jego głowie spoczywał diadem tego samego koloru” – z tego wynika, że diadem miał barwę srebrzystego blasku.

„To tłumaczyło fakt, że mimo młodego wieku, został Wyrocznią” – drugi przecinek jest zbędny.

„Zawsze jej mówiła, mimo że swoim poczytaniem łamała zakaz” – poczynaniem.

„Rinnah w podskokach rzuciła się w kierunku siostry, jednakże ta zbawiła ją machnięciem dłoni” – zbawiła?

"Nagle ten drugi zamrugał kilkakrotnie powiekami" – po prostu "zamrugał".

„Valurii, świata oddalonego o wiele wymiarów” – świat może istnieć w innym wymiarze, ale ciężko mówić o odległości podanej „w wymiarach”, jeśli mówimy o światach współistniejących.

Na końcu chciałabym zwrócić uwagę jeszcze na jedną scenę, gdzie Claire zostaje znaleziona przez jeźdźców i posadzona na jednym z koni. Gdy zaczynają galopować, bohaterka zachwyca się naturą i śpiewem ptaków, które przelatują nad jej głową; zupełnie, jakby wcale nie poruszała się z dużą prędkością na zwierzęciu, którego kopyta z reguły dość hałasują, zwłaszcza jeśli porusza się w większej grupie. Dziewczyna czuje się bardzo pewnie w siodle, mimo że nigdy wcześniej nie jeździła konno. Daje się to oczywiście wytłumaczyć przez fakt, że w Valurii zyskała nowe umiejętności, ale mam zastrzeżenia do tego fragmentu: „Kiedy koń przeskakiwał przez przeszkody, Claire nieco pochylała się w kierunku jego głowy, by nie spaść” gdyby pochyliła się do przodu w momencie, w którym zwierzę kończyło swój skok, niezależnie od jej niezwykłych zdolności, raczej znalazłaby się na ziemi; oczywiście, jeśli nie była trzymana przez jeźdźca, który za nią siedział (ale wtedy nie pochylałaby się w obawie, że spadnie).

Podsumowując, mimo że z rozdziału na rozdział nabierasz wprawy w pisaniu i widać wyraźnie, że akcja powoli rusza do przodu, to wciąż jednak brakuje odskoczni od głównego wątku i postaci nieciekawej głównej bohaterki. Jedynie temat wewnętrznych rozterek Pandory, który pojawił się w rozdziale czwartym, jest na tyle wyrazisty, by można było go uważać za osobny wątek. To właśnie ta bohaterka jest jak do tej pory jedyną postacią, która ma jakiś potencjał i ze wszystkich najbardziej zapadła mi w pamięć; mam nadzieję, że poświęcisz jej jeszcze dużo czasu i nie pominiesz ważnych kwestii z nią związanych. Zamiast dodawać kolejne rozdziały, które przedstawiają główny wątek oczami kolejnych nie najlepiej opisanych postaci, powinnaś zwrócić większą uwagę na świat, w jakim żyją. Jeśli nie masz dalej spójnej wizji, w jaki sposób on działa, to powinnaś już teraz to przemyśleć i trzymać się tego, by uniknąć w przyszłości bardziej rażących nieścisłości. Główny wątek jest dość oryginalny, a fabuła mogłaby stać się całkiem interesująca, ale niestety psuje ją właśnie kreacja świata i to ona jest największą wadą Twojego opowiadania. Brakuje również utrzymywania czytelnika w napięciu, ukazania emocji postaci i czegoś, co sprawiałoby, że dałoby się do nich przywiązać i po prostu polubić.
Zastanawia mnie, czy uda Ci się tchnąć duszę we wszystkich przedstawionych do tej pory bohaterów, wprowadzić udane wątki poboczne i zapanować nad światem, jaki stworzyłaś. Nie mam większych zastrzeżeń do Twojego stylu pisania, bo jest po prostu dobry, choć nie idealny; przeszkadza miejscami brak płynności i opisy, które nie prowadzą do przybliżenia czytelnikowi żadnych obrazów. Mam nadzieję, że sprawnie rozwiniesz tę historię i wyjaśnisz wszystkie nieścisłości, bo mimo wad, które wymieniłam, tekst wymaga po prostu nieco pracy i ma szansę stać się dobry. Na dzisiaj dwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy