sobota, 16 listopada 2013

4. Ocena kilka-slow-o-niczym

Uwaga: ocena skopiowana ze starej ocenialni, stąd więzienny wstęp fabularny
Claudinella, jako asystentka do spraw społecznych, miewała różnego rodzaju dyżury, mające na celu zapoznanie jej z pracą na terenie zakładu. Jeżeli coś szło nie najlepiej, musiała radzić sobie z tym sama – tak i tym razem, gdy podczas jej zmiany nagle zgasło światło i przestały działać wszelkie urządzenia elektryczne, nie mogła liczyć na pomoc ze strony przełożonych.
Przechodziła po korytarzach, zaglądając do cel i informując bardziej ciekawskich więźniów, że nie wie, co się stało, ale prawdopodobnie nie ma prądu, Idariale nie odbiera telefonu i że też jest jej zimno, ale nic na to nie poradzi.
Ten ostatni problem zaczął jej jednak na tyle doskwierać, że postanowiła znaleźć pretekst do powrotu do swojego gabinetu; zapukała więc do jednej z cel i poinformowała siedzącą w środku dziewczynę, że w związku z zaistniałą sytuacją przesłucha ją już teraz. Ta na szczęście nie miała nic przeciwko.

Rozpatrujący wniosek: Claudinella
Więzień: Ariadna Gryf [kilka-slow-o-niczym]

Szablon jest delikatny, kolory są stonowane, głównie w odcieniach niebieskiego – ale nie jest mdło ze względu na kolorowe detale. Przyczepić można się jedynie do tego, że nie obsługuje wszystkich rozdzielczości; na moim monitorze górny pasek kończy się zdecydowanie za wcześnie (gdzieś w 3/4 ekranu), a podejrzewam też, że przy niższych rozdzielczościach niż 1366x768 pole notki może uciekać poza prawą krawędź. Oprócz tego kopiowanie tekstu z notek było dla mnie nieco uciążliwe, ponieważ nie byłam w stanie zaznaczyć kursorem pierwszych linijek notek z lewej strony.
Poza tym wszystko zostało dopracowane i wygląda naprawdę w porządku: tekst jest czytelny, czcionki odpowiedniej wielkości a menu proste i nie ma żadnego problemu z nawigacją. Na uwagę zasługuje to, jak wygląda spis Twoich tekstów, bo podzieliłaś linki na kategorie, przy każdym z nich dodając krótki opis i wprowadziłaś własny system oznaczeń, zachowując dużą przejrzystość. Dzięki temu nawet przy większej ilości opowiadań, które pewnie pojawią się w przyszłości, czytelnikom łatwo będzie odnaleźć to, czego szukają. Niestety, między innymi to właśnie tutaj widać minus spowodowany tworzeniem szablonu pod jedną konkretną rozdzielczość – na niższych „legenda” nachodzi na obraz z nagłówka i tekst na takim tle naprawdę ciężko przeczytać.
Już przy pierwszym zetknięciu z Twoją twórczością można zauważyć, że przywiązujesz wagę do poprawności i tego, jak wygląda tekst. Cieszy mnie, że zadbałaś o akapity, justowanie i używasz poprawnych znaków.
Tytuł bloga jak i jego adres uważam za łatwe do zapamiętania i pasujące do jego tematyki. Zabrakło jednak informacji o pochodzeniu tekstu z nagłówka – ponieważ jest to fragment piosenki, to należałoby umieścić gdzieś taką informację.
Ogólnie wygląd bloga bardzo mi się spodobał i mankamenty, które wymieniłam, nie są poważne i szablon wymaga jedynie kosmetycznych zmian, więc jest bardzo dobrze; chyba że ktoś wybitnie nie lubi motyli.

Po fan fiction, fantasy i obyczajówce historycznej przyszło mi oceniać zbiór opowiadań. Co więcej, znaczna ich część to proza poetycka. Doszłam do wniosku, że najlepszym sposobem na przedstawienie głównych wad i mocnych punktów Twojej twórczości jest krótkie przeanalizowanie każdego opowiadania, a potem znalezienie wspólnych mianowników dla prawie wszystkich. Będę je numerować według listy podanej przez Ciebie, bo to ułatwi sprawę w nazywaniu poszczególnych w późniejszych wnioskach.

1. „Gdy samotność dokuczy zbyt mocno”
Jest to zwykła miniaturka opisująca tęsknotę samotnej kobiety do jakiegoś wspaniałego mężczyzny, którego istnienie jest podawane w wątpliwość jeszcze przed pojawieniem się właściwego tekstu za pomocą piosenki „Wymyśliłam cię”. Pojawia się dużo detali wyglądu tego człowieka, głównie szczegóły atrakcyjne tylko dla bohaterki, elementy erotyku, ale jeśli mam być szczera – czytanie tego nie jest zbyt ekscytujące. Z jednej strony to dość poprawnie napisana historyjka, z drugiej... nie jest ani magiczna, ani ponadczasowa, ani specjalnie poruszająca... Nie chodzi o to, że dotyczy zwyczajnej sytuacji, tylko o to, w jaki sposób ta sytuacja została przedstawiona. Tysiące osób cierpią z powodu samotności albo nieodwzajemnionych uczuć, ale każda jest wyjątkowa, prawda? Tu tej wyjątkowości niestety nie znalazłam.
„Rozważam, czy jeszcze kiedykolwiek moje łóżko będzie ciepłe. Po prostu. Zwyczajnie. Ciepłe jak na słabym filmie, gdzie śnieg jest biały, błyszczący i piękny” – ciepłe łóżko, jak na filmie z zimnym śniegiem?
Niektóre porównania są dla mnie niezrozumiałe i nie do końca wiem, jakie odczucia miały wywołać u czytelnika. Czym jest „szlachecki jedwab” (to znaczy dlaczego akurat ten przymiotnik)? Dlaczego ktoś miałby nim pachnieć?
Ogólnie odbieram to opowiadanie jako dość amerykańskie i filmowe, jak profesjonalnie nakręcony teledysk złożony ze scenek, które nie mają określonego przekazu i niekoniecznie do siebie nawiązują.

2. „Psychoza”
To kolejny tekst, który określasz jako psychologiczny. W ramce nad jego treścią krótko informujesz, że będzie dotyczył zaburzeń psychicznych oraz powstał w czasie, kiedy przejściowo fascynowałaś się tematem socjopatii, więc można z tego wywnioskować, że to motyw przewodni. Od razu pojawiają się dwa pojęcia związane z zaburzeniami psychicznymi: psychoza (w tytule) i socjopatia (w wyjaśnieniu), jednak później występuje mnóstwo sprzeczności. W Twoim komentarzu pod notką wymieniasz kolejne dwie nazwy: schizofrenia i psychopatia; te pojęcia nie zazębiają się (mimo że socjopatia i psychopatia są dość pokrewne) i co najmniej dziwne byłoby, gdyby wszystkie dotknęły tego jednego bohatera. Ten nie wydaje się z kolei takim szczególnym przypadkiem, a w tekście nie znalazłam innego wytłumaczenia dla użycia tylu różnych określeń, więc ich dobór wydaje mi się przypadkowy.
Nie trzeba mieć też żadnego pojęcia o psychiatrii, żeby stwierdzić, że narrator nie jest akurat socjopatą, o czym świadczy ten fragment: „Jestem zły, czuję, jak wściekłość wypełnia krążącą mi w żyłach krew. Ale w domu jest tylko matka. Nauczyłem się, by jej nie krzywdzić. Wolę, gdy jest dla mnie miła, a nie podejrzliwa i płaczliwa – wtedy mnie drażni, a ja zdecydowanie bardziej lubię być spokojny”. Przecież to zaprzeczenie socjopatii przy dość protekcjonalnym traktowaniu matki uważanej za głupią/nieciekawą/ograniczoną osobę. Samo to, że narrator wie, jak jej nie krzywdzić pokazuje, że uznaje jakieś normy społeczne, nie mówiąc już o tym, że myśli o niej w taki sposób, nie widząc jej. Może nie prezentuje on typowego sposobu rozumowania, ale oznacza to, że matka jest dla niego na tyle ważna, by w ogóle zawracać sobie nią głowę z okazji innej niż wymagająca tego sytuacja.
Samo dzieło opowiada właściwie tylko o tym, jak jakiś nieokreślony mężczyzna wychodzi wieczorem na papierosa, po czym wraca do domu, bo zdążył zrobić się głodny; sednem sprawy nie są tutaj opisywane wydarzenia, ale punkt widzenia i specyficzne postrzeganie świata tego człowieka. Tekst rozpoczyna się sceną, w której bohater budzi się z powodu ciszy, która wywołała w jego umyśle okropny hałas, a później nieustannie coś go dręczy, ponieważ odbiera on otoczenie wszystkimi zmysłami naraz, w dodatku bardzo intensywnie. Dziwi mnie jednak, że to właśnie on sam myśli o sobie jako o osobie chorej, nawiązując w myślach do „surrealistycznych wytworów swojego chorego umysłu” – to oznacza, że jest w stanie samodzielnie odróżnić to, co widzi naprawdę od tego, co jest wytworem jego „choroby”. Czytelnikowi natomiast ciężko zrozumieć, na czym polega jego problem, bo w tekście pojawiają się po prostu niespójne przemyślenia i nieco dziwne zachowanie. Nie ma natomiast żadnych kontaktów z ludźmi, na podstawie których można byłoby cokolwiek wywnioskować; mężczyzna po prostu sam uważa, że coś jest z nim nie w porządku.
Reszta fragmentów każe mi wątpić, by to, co bohater pali, było zwykłym papierosem. Nie wiem, czemu ma służyć to drapanie do krwi i przypalanie sobie skóry na środku ulicy – narrator niby nakręca się coraz bardziej, myśli o swojej dziewczynie z okazji swoich irracjonalnych wybryków, w myślach nazywając ją „dziewczynką” (co służy, jak przyznałaś, podkreśleniu różnicy siły między nimi), ale koniec końców ze swoim podnieceniem nie robi nic, bo dochodzi do wniosku, że jest głodny. Opis dziwnych zachowań nie do końca mnie przekonuje i raczej odbieram te fragmenty jako puste scenki, które nijak nie opisują osobowości, a wytłumaczenie „jest chory” nie przekonuje mnie wystarczająco. Skupiasz się na tym, co dzieje wokół tego człowieka, z pominięciem relacji z innymi ludźmi, przedstawiając niewielki wycinek jego życia i to taki, który nie obrazuje nic wartościowego. Wszystko kręci się wokół uczuć i zmysłów bohatera, mało jest natomiast refleksji.
Wydaje mi się, że tekst miał być czymś w rodzaju artystycznej próby przedstawienia świata oczami osoby chorej, ciekawie w odbiorze i raczej bez akcji. Oczywiście nie musiałby przy tym koniecznie zawierać istotnego przekazu czy puenty, będąc po prostu interesującym dla czytelnika, tymczasem muszę przyznać, że „Psychoza” tylko mnie zniesmaczyła. Odnoszę wrażenie, że chociaż wspominasz, że interesowałaś się przez jakiś czas konkretnym zaburzeniem osobowości, nie zapoznałaś się z tematem i wrzuciłaś „wariatów” z różnych półek do jednego worka. W naszym społeczeństwie istnieje bardzo niska tolerancja wobec osób cierpiących na zaburzenia psychiczne, a po przeczytaniu tego tekstu nie mam wątpliwości dlaczego – trudno zachowywać się inaczej, jeśli nie chce się zrozumieć ich problemu. Tacy ludzie w najlepszym razie są traktowani jak zabawki dla gawiedzi czy niezwykle barwne postacie do opisywania, czego przykładem jest ten tekst. Prawda jest taka, że poważnie chorzy psychicznie i nerwowo ludzie nie są atrakcyjni – najwyżej ich obsesje mogą wydawać się komuś ciekawe, ale na krótką metę – poza tym nie wiem, czy po lekturze komentarzy którykolwiek schizofrenik byłby zachwycony, że autorce wszystko jedno, czy pisze o swoim wyobrażeniu jego problemów, czy o jakimś psychopacie.
Rozumiem wykorzystanie takiego tematu, aby opisać różne stany psychiczne dalekie od normalności, znaleźć sposób na ciekawą formę przedstawienia jakiejś historii – oczami bohatera o dziwnej percepcji. Niestety, o osobach dotkniętych chociażby schizofrenią, należałoby pisać dopiero po choćby powierzchownym zapoznaniu się z tematem, ale nawet z pominięciem tych kwestii tekst po prostu nie zaskakuje i nie wyróżnia się szczególnie w żadnym aspekcie.

Zastanawia mnie też, czy nazwanie zapalniczki akurat „hipokrytką” jest spowodowane zaślepiającym umysł „szaleństwem” bohatera, czy to błędnie użyte słowo.

3. „Zapach (nie)spełnienia”
Tekst z opisu „w konwencji Romantyzmu, lekko fantastyczny, lekko oniryczny”. O ile z dwoma ostatnimi się zgodzę, to nie widzę tu zbyt dużego związku z romantyzmem; chodzi o jakieś nawiązanie do Fausta, czy jeszcze o coś innego? Trudno mi powiedzieć cokolwiek na ten temat, bo nie pomyślałabym tak, gdybyś nie napisała o swoich inspiracjach. Generalnie po tym tekście widać, że zajmujesz się głównie krótkimi tekstami o uczuciach, bo mimo rozbudowanych i barwnych (wręcz przesadzonych) opisów, trudno wyobrazić mi sobie scena za sceną akcję, która ma miejsce w... jakiejś nieokreślonej przestrzeni z freskami.
Podobają mi się Twoje eksperymenty z formą w tym utworze – im dalej czyta się bloga, tym tych eksperymentów mniej – i jakieś nawiązania do kultury, chociaż ta baśniowa konwencja aż się prosi o morał lub chociaż uderzającą puentę. Zabrakło mi też paru innych elementów, na przykład chciałabym bliżej poznać zapach szatana, bo przymiotniki typu „ciężki, drażniący, zdecydowany” mogą pomóc, dopiero gdy mamy wyobrażenie czy to woń drewna, cyklamenów, czy psa po spacerze w deszczu.
Poza tym zastanawiam się, co chciałaś przekazać tym utworem. W konwencji, na którą się zdecydowałaś, najlepiej byłoby podkreślić uniwersalność utworu, Ty jednak postanowiłaś go z niej odrzeć, wymieniając nazwiska wybitnych pisarzy z różnych epok (najpóźniej żyjącym jest Dostojewski) i nawiązując do literackiej Nagrody Nobla. Samo wymienianie nazwisk nie jest złym zabiegiem, ponieważ podkreśla chore ambicje bohaterki, ale jeśli już powoływać się na specyfikę XX/XXI wieku, to w jakiś szerszy sposób, bo ten tekst cierpi na brak tła. Bohaterka ma jakieś utalentowane siostry, ale w czym się te talenty objawiają – nie wiadomo; mieszka sobie gdzieś i marzy, ale gdzie mieszka i jak jej upływa czas – także nie wiadomo. Znamy tylko jej marzenia. Wiem, że najprawdopodobniej chciałaś skupić się na klątwie i szaleństwie bohaterki, ale wyszło nudno, bo historia opowiada tylko o siłach nadprzyrodzonych, które wpłynęły na jakąś anonimową dziewczynę. Poza tym nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wrzuciłaś kilka „romantycznych”, atrakcyjnych motywów do jednego opowiadania, nie zastanawiając się, czy one pasują do siebie. Szatan, szaleństwo, oniryzm, szał twórczy, freski, rzeźby, twórcy od starożytności do XIX wieku, Nagroda Nobla, marmurowe... ściany i w ogóle jakaś klasycystyczna architektura występują obok siebie, a to jakoś nie sprzyja budowaniu klimatu. Za dużo motywów, za mało akcji i tła, zresztą niektóre elementy wydają się wciśnięte na siłę ze względu na swoje piękno, jak te komnaty stylizowane na antyczne, w których bohaterka otrzymała „dar”: mogłoby się wydawać, że skoro nawiązujesz do antyku, to chcesz nadać utworowi uniwersalny wydźwięk, ale wówczas nawiązałabyś tylko do Homera, Owidiusza, Seneki, a nie do Mickiewicza... Jednak o ile bardziej pasowałaby do tego nieco mrocznego z założenia utworu architektura gotycka ze swoimi wimpergami i maswerkami! Kiedy opierasz całe opowiadanie na emocjach, ciężko stworzyć wiarygodnego szatana w typie leonardowskim, przynajmniej Tobie się nie udało. Nie mówię, że ten tekst jest zły – wręcz przeciwnie, uważam go za jeden z ciekawszych. Po prostu ma mocno zachwiane proporcje, jeśli chodzi o to, na czym się skupiłaś w trakcie pisania i wyszedł zbyt chaotyczny.

4. „Czasami”
Czytam sobie spokojnie kolejny tekst, niczego strasznego się nie spodziewając, po czym widzę... „głodne spojrzenie tej platynowej zdziry”. Co?! „Obserwuję, jak się do niej uśmiechasz i nagle wiem, że jej nie cierpię bardziej, że gdybym tylko mogła, wydrapałabym ci oczy, byś na nią nie patrzył”. Łał, niektóre kobiety są naprawdę głupie.
Jak dla mnie udało Ci się stworzyć dobry tekst o durnej, zazdrosnej kobiecie. Puenta – choć nie jest oryginalna – tylko podkreśla sprzeczne uczucia w narratorce. Podobnie jeśli chodzi o te powtarzające się zdania; nie dodają dramatyzmu, ale dobrze obrazują infantylny charakter bohaterki. Już strach zawiesić oko na ładnym człowieku, bo jego dziewczyna z parasolem może gdzieś stać w pobliżu.

Niemniej w tym momencie miałam déjà vu. Co prawda zmieniający się narrator (pierwszoosobowy – kobieta, pierwszoosobowy – mężczyzna, trzecioosobowy wszechwiedzący, pierwszoosobowy – kobieta), główny bohater i temat opowiadania to całkiem sporo, by uznać każdy utwór za odrębną, oryginalną historię. Problem w tym, że za każdym razem próbujesz budować klimat za pomocą tych samych motywów, konstrukcji zdań i zbliżonych środków stylistycznych. Z tego samego powodu można przypuszczać, że pisałaś je w podobnym czasie.
Po przeczytaniu trzech pierwszych opowiadań chciałam wyjść na balkon z laptopem i się przewietrzyć – dzięki temu odkryłam, że powietrze krakowskie bardzo różni się od zakopiańskiego, więc zmuszona byłam wrócić do pokoju i tam pisać dalszy ciąg oceny. Cały czas pojawiał się motyw zapachu. W pierwszym opowiadaniu występuje śmierdząca (nie wiadomo czym) kołdra i nie mam pojęcia, dlaczego wspomniałaś właśnie o jej zapachu. To, że pościel jest zimna – w porządku, to pasuje tu jak najbardziej, tworząc nastrój, o jaki najprawdopodobniej Ci chodziło. Zimna i śmierdząca kołdra każe już zastanawiać się, jak bardzo nieporadna jest bohaterka, że nie umie jej zmienić i tym samym ucieka całe współczucie do narratorki.
W drugim tekście mamy z kolei epitet „odór ciszy”, również moim zdaniem nietrafiony, bo brzmi strasznie grafomańsko, chociaż rozumiem, że bohater skupia się w tym akapicie na swoich mieszających się wyostrzonych zmysłach. Po chwili już wiadomo, że to jednak nie była cisza: „Znajduję je [spodnie] gdzieś zmięte z kilkoma innymi, zlepionymi brudem, ubraniami. Naciągam na bokserki i czuję ich zapach: mieszaninę potu, krwi i nikotyny, a to mnie uspokaja”.
Zapach jako taki miał być motywem przewodnim w opowiadaniu trzecim; nie wiem, na jakiej zasadzie, bo gdyby całkiem usunąć fragmenty, w którym o nim wspominasz, opowiadanie nic by na tym nie straciło.
Inna rzecz, którą robisz bohaterom cały czas, to zabawa w synestezję; narażasz ich na ogromną ilość bodźców odbieranych za pomocą wszystkich zmysłów i na różnorakie emocje. Cały czas czują zapachy (najczęściej te nieprzyjemne), zimno, głód, ból, podniecenie, ekscytację, przeszkadzają im nieznośne dźwięki, hałas, a wszystko to prowadzi do dyskomfortu psychicznego lub wiąże się z szaleństwem. Zresztą motyw postradania zmysłów pojawia się w drugim i trzecim, a w pierwszym i czwartym to po prostu nieszczęśliwa miłość każe tak odbierać rzeczywistość.
Mam wrażenie, że używasz elementów turpistycznych i brzydkich nałogów papierosowych, ponieważ uważasz je za najlepsze do budowania klimatu, ale nie wychodzi to zbyt dobrze, bo zwyczajnie turpistką nie jesteś. Ty kochasz piękno! To widać po trzecim tekście, w których rozwodzisz się nad pięknem marmurowych przestrzeni z freskami, a wokoło tylko magia i oniryczne objawienia.
Obawiam się jednak, że wiele osób, które dotrwają do tego momentu, po prostu wyłączą bloga. I nawet jeśli pominiemy powtarzające się motywy, to pierwsze cztery teksty zwyczajnie są o tym samym: o fantazjach. Jest jednak prosty sposób na oszukanie potencjalnego czytelnika i zatrzymanie go na blogu na dłużej – wymieszaj kolejność w spisie treści. I niech bliźniaczo podobne teksty (jak ósmy i dziewiąty, ale o tym zaraz) nie będą tam obok siebie jako naturalna kontynuacja. To na pewno poprawi odbiór, bo nie każdy zacznie analizować, czym teksty się różną i kiedy zobaczy identyczne motywy, raczej poczuje się zniechęcony.

5. „Jeszcze wczoraj”
Najlepsza miniatura na blogu. Co zabawne uznałaś ją za „banalną” i tu chyba leży Twój problem, bo chyba za bardzo starasz się tworzyć rzeczy piękne, wielkie i patetyczne, a to zwyczajnie nie wszędzie pasuje. Jeśli chodzi o to opowiadanie, to najbardziej ze wszystkich przypadło mi do gustu, ponieważ jest bezpretensjonalne i niewymuszone. Wszelkie niedopowiedzenia – powód i przebieg rozstania, kim była dziewczyna, która odeszła – w tym przypadku tylko budują klimat intymności; bohater nie skupia się na tym, co wie, tylko na swoich uczuciach. Dzięki temu nie odnosi się wrażenia, że jego przemyślenia to spowiedź, lecz raczej próba pogodzenia się z sytuacją i ustosunkowanie wobec własnych uczuć.
Co więcej po raz trzeci (przypominam, że to piąte opowiadanie na blogu) pojawia się motyw nieszczęśliwej miłości, ale to Ci naprawdę wyszło i nie mam poczucia, że to autoplagiat.

6. „Tik-tak”
Już miałam nadzieję na więcej tekstów utrzymanych w podobnym stylu i jakiś progres, kiedy doszłam do tego momentu i niestety się zawiodłam. Uważam tę miniaturkę za zwyczajnie infantylną; mamy tu gloryfikację dzieciństwa, wyścig szczurów i czekanie na śmierć w więzieniu, które jest dorosłością. Po pierwsze – nie każdy miał szczęśliwe dzieciństwo, po drugie – teza, że dzieci są tak szczere w uczuciach i albo kochają, albo nienawidzą, jest jak najbardziej trafna, ale wiąże się też z tym, że bachory potrafią być równie dobrze bezwzględne i okrutne, rozkrajając dżdżownice i nadmuchując żaby pompką do roweru.
Zupełnie nie trafiają do mnie środki, których używasz i opis wskazówek, które przesuwają się po papierze ściernym raczej wydaje mi się absurdalny niż powoduje, że zagłębiam się w refleksjach nad poruszanym przez Ciebie tematem i nic nie mogę na to poradzić. Z kolei rozkład jazdy pociągów nie kojarzy mi się wcale z rutyną ani czymś niezmiennym.
Poza tym uważam, że porównanie każdego życia do wyścigu szczurów i nazwanie pędem za pieniądzem to przesada (zwłaszcza jeśli żyje się w Polsce), a ponura puenta nijak ma się do rzeczywistości – jak już ma się jakieś oszczędności, to zawsze można rzucić wszystko i otworzyć knajpę w Czarnogórze.
Tekst nie jest oryginalny, bo temat upływającego czasu i ponurej dorosłości widziałam już wiele razy w różnych wydaniach; lepszych, gorszych... a to niestety jest jedno z gorszych.

7. „Zażalenie”
W zamierzeniu żartobliwy tekst, udający formą list – zażalenie, do Boga. Nie trafia w mój humor i nie uważam tego za coś specjalnie oryginalnego, ale wiem, że wielu ludzi to rozśmieszyło, co widać po komentarzach. Poza tym doceniam, że poruszasz inne tematy niż zawód miłosny – relacje rodziców i dzieci to nie znowu tak popularny temat, nie wiedzieć czemu.

8. „Złamana”
To mogłabym uważać za całkiem udane, ale dziwi mnie parę rzeczy. Pojawia się tu znęcanie psychiczne (znowu cierpienie!) jakiejś kobiety... nad narratorką? Nie zostało określone, jakie relacje łączą te dwie osoby; podejrzewam, że to matka i córka, bo w ostatnie zdania mogłyby o tym świadczyć (plus bycie „wypaloną iskrą wczorajszego dzieciństwa”). Jak dla mnie w tym tekście jest za dużo emocji, a za mało wskazówek – nie ma komu współczuć, z kim się utożsamiać, czy kogo potępiać, ponieważ wszystko, co czytelnik wie to to, że jakaś kobieta krzywdzi drugą. Mało tego, dziwi mnie, jak może zaboleć kogoś taki tekst jak „jesteś nikim” – to nie czepianie się mankamentów wyglądu, negowanie posiadanych umiejętności czy wytykanie jakichś innych braków (typu: „twój angielski jest tragiczny, tyle płacę za twoje lekcje” albo „ostatnio przytyłaś, grubasie”). Wydaje mi się, że miała być to uniwersalna obelga, a tymczasem tekst traci przez brak kontekstu, w jakim te słowa padły, a bez tego nie da się stworzyć nastroju intymnej historii o toksycznych relacjach; przynajmniej w tym przypadku tego brakuje. Nie można wczuć się w tekst, kiedy widzi się tylko histerię narratorki, a szkoda, bo myślę, że miał spory potencjał.

9. „Pamiątka”
Ponownie mam problemy z interpretacją, ponieważ nie wiadomo nic poza tym, że narratorka cierpi i tak jak w przypadku poprzedniego utworu mam poczucie zmarnowanego potencjału – przynajmniej jeśli chodzi o jego pierwszą część, bo im więcej urwanych zdań, tym bardziej ten tekst robi się nieprzyjemny w odbiorze. Co bohaterkę doprowadziło do takiego stanu? Można stwierdzić, że pojawia się parę odniesień do przemocy fizycznej:
„Ta skóra. Ona zawsze jest. Pęknięta. Dlatego boli, gdy próbujesz dotykać. Chciałabym, żebyś nie dotykał”.
„Dlatego. Nie dotykaj mnie. Nigdy. Nigdy. Nigdy. Nigdy. Nigdy”.
To jednak do niczego czytelnika nie przybliża; nie wiadomo, czy została zgwałcona, czy to odniesienie do przemocy domowej ze strony partnera albo ojca... Wiadomo, że jest jakiś mężczyzna, choć podejrzane wydaje mi się, że ze zwrotu do nieokreślonego człowieka robi się nagle mówienie o nim w trzeciej osobie:
„Wiem, że ­— będę patrzeć, jak odchodzisz. Odejdziesz. Każdy odchodzi. On zepsuł mnie od wewnątrz i tego — tego nie można naprawić”.
Może chodzi o dwie różne osoby? Może jakiś mężczyzna w przeszłości spowodował, że nie jest w stanie nikomu zaufać i przez to narratorka nie potrafi budować stabilnego związku? Może nawet nie chodzi o dosłowne wyłamywanie palców, tylko to jakieś odniesienie do zerwania zaręczyn? Nie wiem! Nie podoba mi się, że każda moja próba interpretacji wydaje mi się nadinterpretacją. Tekst pozostawiający zbyt wiele niejasności i pełen niezrozumiałej symboliki bardzo rzadko jest dobry, a problem z prozą poetycką polega na tym, że niezwykle trudno wyznaczyć te granice, jeśli już decydujemy się na niedopowiedzenia. Nie wszystko musi być powiedziane wprost, a niektóre z tekstów, takie jak „Jeszcze wczoraj” pokazują, że potrafisz nakreślić sytuację w kilku słowach tak, aby wszystkie niedopowiedzenia wydawały się zupełnie naturalne. Jeśli już postanawiasz opisać scenkę, gdy roztrzęsiona dziewczyna próbuje uspokoić myśli, włączając telewizor, ale nie potrafi się skupić na programie, to warto ją poszerzyć o jakieś retrospekcje lub dać jakąś jaśniejszą wskazówkę, bo inaczej czytelnicy nie poczują nic poza dezorientacją. Nawet jeśli w zamierzeniu tekst nie miał być w żaden sposób interpretowany i jest bardzo intymny: w końcu opublikowałaś go na blogu.

Dziwne wrażenie powtarzalności towarzyszyło mi przez całą lekturę i z ciekawości zrobiłam pewien eksperyment: tabelkę z motywami najczęściej u Ciebie występującymi. Jest ich sporo, mniej lub bardziej istotnych, ale w każdym razie zauważalnych dla czytelnika. Wyniki powinny być dla Ciebie interesujące i pewnie pomocne, biorąc pod uwagę, że Twoje teksty są króciutkie i mamy ich tylko dziewięć.

Zimno
1, 2, 3, 5
Zapach/odór
1, 2, 3, 6
Cierpienie fizyczne
2, 9
Fantazje
1, 2, 3, 4
Samotność
1, 3, 6*
Opis pięknej postaci
1, 3, 4
Senność i motywy oniryczne
1, 2, 3, 4
Szaleństwo
2, 3
Nieprzyjemne dźwięki
1, 2, 3, 5, 6
Zegar
1, 6
Nienawiść do kochanka
4, 9
Powtarzające się zdanie
4, 9
*tu mam wątpliwości – w zależności od interpretacji

Teoretycznie w powielaniu tematu w kilku utworach tego typu nie ma nic złego. Można napisać dobry zbiór opowiadań o temacie przewodnim tak banalnym jak miłość, śmierć czy dorastanie i nie ma się do czego przyczepić, póki wykonanie jest dobre. U Ciebie można mieć drobne zastrzeżenie co do spraw technicznych, ale generalnie piszesz poprawnie, nie robisz żenujących błędów, większość środków stylistycznych jest w porządku i widać, że masz jakieś doświadczenie w tworzeniu krótkich form. Problem w tym, że potrzebowałam kilkakrotnego przeczytania całości, by móc rozróżnić jedno opowiadanie od drugiego. Nie wiadomo, do czego dążysz, bo wszystko zlewa się w jedno, a Twoja powtarzalność szybko zaczyna drażnić i zniechęcać do dalszego zapoznawania się z treścią. Właściwie w ogóle nie kombinujesz z formą, a kiedy już pojawia się coś odmiennego, efekt jest całkiem dobry i pozwól, że przywołam dwa teksty, które w moim odczuciu pozytywnie wybijają się spośród pozostałych. „Jeszcze wczoraj” i „Zapach (nie)spełnienia”, które wprawdzie nie uderza niesamowitością fabuły, opisów, a to porównanie biblijne może jest nie do końca adekwatne (to świadomość grzechu sprawiła, że Ewa zaczęła się wstydzić swojej nagości – a jak to się ma do dumy za uczynione zło? Ja nawet nie wiem, co złego jest w pisaniu bloga!), jednak należy pochwalić płynność, którą udało Ci się osiągnąć, zaintrygowanie czytelnika i to, że zaryzykowałaś.
Podoba mi się, że próbujesz wczuć się w różne osoby – to na plus. Niestety, muszę też powiedzieć, że nie masz talentu do tytułów (niektóre, na przykład „Zapach (nie)spełnienia” wydają się infantylne). Poza tym uważam za zbędne Twoje komentarze do utworu z wyjątkiem tych, które określają Twoją inspirację – nie ma sensu na wstępie tłumaczyć ani poezji, ani prozy poetyckiej.
W niektórych Twoich tekstach razi nadmierne epatowanie patosem. Tam, gdzie zdecydowałaś się użyć zbyt wielu długich, złożonych głównie z określeń i czasem śmiesznych zdań („Ciężkie, ołowiowe wskazówki zegara przesuwają się coraz szybciej ze zgrzytem po okrągłej tarczy z papieru ściernego”), można odnieść wrażenie, że czyta się notkę z serii „problemy pierwszego świata”, podczas gdy każdemu (no dobrze, wyjąwszy panią z czwartego opowiadania) z cierpiących bohaterów powinno się współczuć. Oczywiście gdzieniegdzie wzniosłość ma swoje uzasadnienie, jak chociażby w przypadku „Zapachu (nie)spełnienia”, gdzie wynika to z konwencji; nie chcę, żebyś pomyślała, że krytykuję patos z zasady.
W większości krótkich form ciężko dopatrzeć się jakiejś rozbudowanej kreacji świata, skomplikowanych bohaterów czy porywającej akcji, bo i nie temu one służą. Z drugiej strony jednak trudno mi było w większości z nich znaleźć jakiś mocny punkt czy też coś, co tłumaczyłoby ich publikację na blogu, jeżeli są to niezrozumiałe dla czytelników, bardzo intymne teksty. Nie ma tu ani „sztuki dla sztuki”, ani skomplikowanych tekstów psychologicznych, ani nawet trafnych tekstów psychologicznych. Myślę, że powinnaś w kolejnej miniaturze trochę ograniczyć Weltschmerz oraz ilość środków stylistycznych.

Na blogu znajdują się również fan fiction na podstawie Harry’ego Pottera. Ponieważ nie mają wiele wspólnego z poprzednimi tekstami i tworzą zupełnie inną kategorię w spisie treści, zdecydowałam się ocenić je w oderwaniu od reszty.

„Idée fixe”
Wszystko, co mogę powiedzieć po lekturze tych dwóch akapitów to to, że opowiadanie mnie nie zachwyciło. Zastosowałaś tu sporo dziwnego humoru, chociaż oderwane od rzeczywistości wypowiedzi i działania bohaterów bywają zabawne. Niestety, te infantylne wstawki już ani nie śmieszą, ani specjalnie nie pasują do postaci, a niestety ich jest zdecydowanie więcej. Mam wrażenie, że nie są to przygody nastolatków, a małych dzieci, rzucających mało wyszukane, naiwne riposty, ale romans wskazuje na to, że bohaterowie mają nieco więcej lat. W efekcie trochę mnie to znudziło, a czasem nie wiedziałam, co chcesz przekazać.

„Przeminęło z rozumem (I)”
Mogę ocenić tylko pierwszą część tej serii, bo tylko ją póki co publikowałaś. W odróżnieniu od poprzedniego tekstu, tutaj od początku widać, że historia do czegoś dąży, a humor przemawia do mnie dużo bardziej. Poza tym początek przywodzi mi na myśl pierwszy rozdział z całego Harry’ego Pottera (to życie codzienne nowobogackich chamów Dursleyów), a później zamierzona pretensjonalność tworzy klimat sprzyjający parodii. Prawdopodobnie to opowiadanie miałoby duży potencjał, ale po jednej notce trudno cokolwiek więcej stwierdzić. Choć muszę przyznać, że wyznanie Hermiony było świetnym zwrotem akcji – połączyłaś kilka elementów typowych dla dramione, umieszczając je w jednym akapicie i to dało całkiem zaskakujący, zabawny finał.

„Banalna historia miłosna”
Chociaż wygląda na to, że pisałaś to opowiadanie w pośpiechu i pod jakiś konkurs, to według mnie wyszło Ci ono najlepiej. Przede wszystkim dlatego, że wydarzenia opisane są chwila po chwili na tyle dokładnie, by wiadomo było, co się dzieje: prowadzisz jeden wątek, nie opisując przy tym żadnej zbędnej sceny. Pansy ma wyraźnie nakreślone cechy, zachowuje się konsekwentnie i mimo że jej sposób rozumowania chwilami może wydawać się przesadzony, to jest jak najbardziej wiarygodna – w końcu obserwujemy tylko kilka wydarzeń z jej życia. Poza tym pasuje to do konwencji, jaką wybrałaś, tekst czyta się płynnie, a historia jest przemyślana i tworzy zamkniętą całość. Inna sprawa, że prawdopodobnie nie dotrze ona do osób uczulonych na cierpienie, które występuje tu w naprawdę dużej ilości; nie wiem tylko, czy dałoby się je nieco zredukować do przyswajalnej dla każdego granicy. Chcę przez to powiedzieć, że myśli bohaterki przez cały czas skupione są na jej wewnętrznych rozterkach i ciągle podkreślane są jej negatywne uczucia wobec otaczających ją osób, a te zdają się wciąż – niby przypadkiem – pojawiać tuż obok w najmniej korzystnych dla niej momentach, żeby zirytować lub przeszkodzić. Pansy ciągle narzeka, a Jason czy Draco cały czas ciągną ją za ręce i proszą do tańca; strasznie ciężkie i irytujące to jej życie, kroku zrobić nie może.
Zdarzały Ci się błędy, drobne problemy z interpunkcją, źle użyte słowa. „Banalna historia miłosna” dowodzi jednak, że potrafisz napisać dobre i czytelne opowiadanie nawet na oklepany temat, a miałam co do tego wątpliwości po przeczytaniu pierwszej części Twoich tekstów.

Twój styl jest dość równy, choć zdecydowanie najlepszy w fan fiction, gdzie sprawnie prowadzisz akcję, dialogi są płynne, a bohaterów i świat przedstawiasz jakby mimochodem, co wychodzi Ci naprawdę naturalnie. Zachowujesz przy tym spójność i widać, że udało Ci się wypracować własny styl pisania, ale dziwi mnie, w jaki sposób korzystasz ze swoich umiejętności. Każde z opowiadań ff ma inny, określony klimat i wydaje się wyrwane z zupełnie innej rzeczywistości; żałuję tylko, że tak mało mogę o nich powiedzieć, ponieważ pierwsze dwa stanowią tylko wstęp do dłuższej historii. Pokazują one jednak, że potrafisz tworzyć zróżnicowane teksty, a tego zupełnie nie widać w miniaturkach; te w większości czytało mi się po prostu ciężko. Wydaje mi się, że w tych właśnie tekstach przesadziłaś z liczbą niezrozumiałych ozdobników, chociaż nadal są bardzo płynne, co należy pochwalić.
Jak już wspomniałam, dbasz o akapity, użycie odpowiednich znaków i ogólnie schludny wygląd notek. Naprawdę rzadko spotykam się z tekstami, w których autor zadbał o polskie cudzysłowy, nie używa dywizów tam, gdzie nie powinno się ich stawiać, a nawet używa znaku wielokropka (jeden znak zamiast trzech kropek) – zdaję sobie sprawę, że dla większości osób nie ma to najmniejszego znaczenia i nie wiem nawet, czy robisz to świadomie, czy może jest to zasługą edytora, w którym piszesz, ale pozytywnie mnie to zaskoczyło.

Piszesz bardzo poprawnie, natomiast zdarzają Ci się gdzieniegdzie literówki. Zdecydowałam się również na wklejenie cytatów z bardzo drobnymi pomyłkami, ponieważ jest ich niewiele, a wydaje mi się, że zwracasz na takie rzeczy uwagę.

„Można powiedzieć bez przesady, że wszyscy pisarze, świadomie lub nieświadomie, zawdzięczają swe natchnienie Diabłu.” – kropka przed cudzysłowem.

„Wygląda jak lawa wylana z centrum Inferno, która zjada –  nie! – pożera – cieniutki, słaby papierek” – dwie spacje po myślniku po „zjada”.

„Otwieram drzwi i natychmiast moje oczy atakuje jasność. To tylko niebieska  poświata telewizora z sąsiedniego pokoju” – dwie spacje po słowie „niebieska”.

„Opis: tekst utrzymywany trochę w konwencji Romantyzmu, lekko fantastyczny, lekko oniryczny” – dlaczego „romantyzm” wielką literą?

„Owutemy zdał nie najgorzej i teraz pracował w Biurze Aurorów na jednym z najgorzej opłacanych stanowisk” – nie najgorzej, najgorzej: powtórzenie.

„— Właśnie to usiłuję zrobić od jakiś trzech minut” – jakichś.

„Posłałam w jego stronę spojrzenie mówiące: «Jesteś tylko podstępną krewetką we wstępnej fazie rozwoju, nie zamierzam odpowiadać na żadne pytania kogoś tak ograniczonego w każdej sferze życia.»” – zbędna kropka przed cudzysłowem.

„Dawno już niczego nie publikowałam, w sumie dlatego, że nie bardzo miałam, co publikować” – zbędny przecinek przed „co”.

„Opis: tekst psychologiczny, oparty na zaburzeniach psychicznych” – zbędny przecinek.

„Opis: krótka miniaturka o charakterze psychologicznym, inspirowana piosenką "Wymyśliłam cię"” – niewłaściwy cudzysłów.

„Fanfick do HP” – albo fanfik, albo fan fiction.

„— Jak śmiesz?! Ty…ty…ty…” – taki deficyt spacji!
„Draco okręcił ją wokół osi” – kręcić się można tylko wokół osi, ważne jest jakiej.

„Spytał, po czym odsunął ją od siebie i okręcił wokół osi” – jak wyżej.

„— Informację?  —powtórzyła wolno Astoria” – brak odstępu po pauzie, za to dwa przed.

„Pansy, opierając podróbek o wygięty nadgarstek (…)” – podróbek?

Nie zdobędę się na bardzo złożone podsumowanie, bo uważam, że takie nie miałoby sensu; wszystkie uwagi zawarłam pomiędzy opowiadaniami. Twoja twórczość jest zwyczajnie poprawna, jednak wybitnie nie przypadła mi do gustu, a podkreślam, że jestem osobą, która poezję i prozę poetycką bardzo lubi. Może to ta powtarzalność, brak oryginalności, może po prostu Twój sposób pisania do mnie nie trafia – co by to nie było, nie znaczy, że nie powinnaś się rozwijać. Parę utworów wyszło powyżej średniej, a to dobry znak na przyszłość. Jeżeli zdecydujesz się na stworzenie czegoś dłuższego albo odejście od stylu, w którym teraz piszesz – chętnie się przekonam, co z tego wyszło! Mam nadzieję, że odważysz się częściej eksperymentować literacko. Niestety, ale na razie to, co piszesz albo trafi do czytelnika, albo nie. Widać, że dbasz o tekst, ale nie zawsze rozumiałam, co chciałaś przekazać odbiorcy, przez co trudno mi było przebrnąć przez niektóre teksty. Trzy i pół.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy