sobota, 4 stycznia 2014

7. Ocena ciemnyelf


Uwaga: ocena skopiowana ze starej ocenialni, stąd więzienny wstęp fabularny
Rozpatrujący wniosek: Claudinella
Więzień: DIANA LANDRIS [ciemnyelf]

Adres bloga raczej nie wywołuje u mnie najlepszych skojarzeń i przydałaby mu się jakaś pauza na środku, ale że nie jestem pod tym względem wymagająca, to nie mam zastrzeżeń.
Szablon jest bardzo... zielony. Nagłówek przedstawia całkiem ładny obrazek z rzeką, ale jego akurat najmniej widać, bo zasłania go szereg innych, chociaż półprzezroczystych, grafik. Jest odbite w poziomie zdjęcie z lasem, jakaś dziewczynka w białej sukience – wklejona dwa razy, chociaż nie mam pojęcia dlaczego, księżyc w pełni zasłaniający drzewa i na pierwszym planie, największa z tego wszystkiego, młoda kobieta odwrócona plecami. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego jej głowa prześwituje i czemu akurat najbardziej z boku, jakby chciała przepuszczać światło słoneczne (ze słońca, które świeci sobie obok, mimo tego wielkiego księżyca). Nie bardzo rozumiem, co ma to przedstawiać; wygląda raczej na nieciekawą, rozmytą breję.
Poniżej nagłówka w oczy rzuca się gigantyczny banner szabloniarni, po którym od razu wiadomo, kto za to nieszczęście odpowiada; do tego jakiś nie do końca udany, bo miało być najwyraźniej kółko, a doszła kwadratowa ramka z wystającym poza granice koła kawałkiem napisu.
Menu jest czytelne, ale nie najpiękniejsze, bo tworzą je jakieś elipsy z rozpikselizowanym obramowaniem; statystyka znowu jest na jakimś prostokącie, a kolejnych pięć ramek już bez tła. Straszny bałagan. Rozmiar tekstu w notkach jest zdecydowanie za duży, a żeby było więcej figur geometrycznych, to tło postów stanowi jest prostokąt z mocno zaokrąglonymi rogami. Tytuły rozdziałów zabawnie kontrastują z treścią z tego względu, że są o wiele mniejsze i ledwie widoczne, bo prawie nie odznaczają się kolorem od tła.
Całość jest mimo wszystko czytelna, ale na Twoim miejscu zmieniłabym szablon – no naprawdę nie mam pojęcia, czemu masz tak wielki banner i do tego jeszcze osobną ramkę z adresem szabloniarni, kiedy całość naprawdę nie zachwyca... Jest mnóstwo ładniejszych rzeczy w internecie, które możesz ściągnąć za darmo.
Do ramki „bohaterowie”, co ciekawe, prowadzi link, którego końcówka brzmi „bochaterowie.html”. Zajrzałam na nią dopiero po przeczytaniu całości i muszę powiedzieć, że te zdjęcia wydają mi się mało adekwatne. Ciemne elfy wyobrażałam sobie jakoś... bo ja wiem? Ciemniejsze? Opisy postaci właściwie zawierają informacje wzięte słowo w słowo z tekstu, ale ja i tak nigdy sensu w tego typu podstronach nie widziałam.
Informacji o samym tekście nie ma, jest jeszcze tylko podstrona „rasy”, w której znajdują się, co logiczne, informacje o rasach występujących w Twoim opowiadaniu. Zupełnie nie mogę zrozumieć, dlaczego każda z nich ma określony strój z wymienionymi kolorami, jakby wszyscy nosili dokładnie to samo; dla mnie to nie ma sensu. Są też rasy, których jeszcze nie ma w opowiadaniu, bo dotychczas nie pojawił się żaden czarodziej ani krasnolud, za to o takim wilkołaku – czym on właściwie jest w Twoim uniwersum – informacji już nie ma, co utwierdza mnie w przekonaniu, że nie planujesz akcji do przodu. No, ale o tym później.

Nie umiem poważnie podejść do pisania o tym opowiadaniu. Technicznie jest bardzo słabe, treść także pozostawia wiele do życzenia, jednak całość ma pewne… niezapomniane momenty, które rekompensują wszystkie niedogodności „ideowe i ortograficzne”.
Historia z jednej strony jest bardzo dziwna, ale nie mogę powiedzieć, że nie zaskakuje. Opowiada o Dianie, córce króla zacofanych ślepych ciemnych elfów, który nie poświęca jej wiele uwagi. Dziewczyna regularnie – więc jednocześnie dość nieudolnie – próbuje uciec z domu, jednak za każdym razem zostaje schwytana i odniesiona do swojego pokoju przez strażnika imieniem Jacob, który bardzo lubi swoją pracę, polegającą głównie na chodzeniu za królewną. Jej ojciec potrzebował siedemnastu lat, by stwierdzić, że uciekająca z domu córka to same utrapienia, więc dziękuje jej za współpracę i znajduje sobie w sąsiedztwie zięcia, by ktoś inny się teraz męczył. To z kolei nie podoba się nie tyle królewnie, co właśnie Jacobowi, który niespodziewanie porywa ją z jej własnego ślubu; potem pojawia się jeszcze wilkołak i owoc miłości syreny i widma (czy cokolwiek tam oznacza pół-syrena, pół-widmo). O, zapomniałabym o pająkach, których boją się żółtowłose elfy.
Królestwo, w którym miejsce ma akcja, jest co najmniej dziwne. Początkowo myślałam, że przedstawiasz typowy dla opowiadań fantasy świat feudalny (z kolorowymi, skrzydlatymi wasalami o spiczastych uszach), co mogą w jakimś tam stopniu obrazować problemy w domu Diany. Te z kolei dziewczyna stara się rozwiązywać w jeden sposób: wiecznie ucieka z domu, w dodatku konno; zastanawiam się tylko, dlaczego żaden strażnik czy stajenny nie złapał jej, skoro zadała sobie tyle trudu, by w najgłośniejszy możliwy sposób opuścić teren przy zamku. Dlaczego ucieka? Przede wszystkim dlatego, że ojciec nie ma dla niej czasu i mimo że obiecał, że w jej szesnaste urodziny pójdą na rodzinne polowanie, to nigdy do tego nie doszło. Bohaterka ma więc do niego uzasadniony żal; to niesprawiedliwe, bowiem wszystkie inne elfy mogą polować do woli: „Diana od zawsze marzyła tylko o jednym. Polować. Tak, wydaje się to trochę dziwne, ale wszystkie  czarne elfy właśnie na to poświęcały większość swojego życia”. Nie zostało wyjaśnione dlaczego, ale mniejsza o to.
Świat przedstawiony nadal udaje nasze średniowiecze, jeśli brać pod uwagę mało globalne wojny i ich przebieg, zachowanie poddanych, „zabijanie niewinnych”, czy grożenie siedemnastoletniej córce, że wynajmie się dla niej niańkę. Najbardziej znamienny wydaje się jednak ślub Diany – męża wybrał jej ojciec ze względu na możliwość zawarcia jakiegoś sojuszu i nie zapytał jej o zdanie. Swoją drogą, to chyba pierwszy moment, w którym król zainteresował się, że w ogóle ma jakieś dziecko pod dachem, natomiast o matce dziewczyny nie znalazłam ani słowa; biorąc jeszcze pod uwagę to, że królewna „siedziała godzinami w komnacie i liczyła chmury na niebie” mamy obraz bardzo smutnego życia nastolatki.
Gorzej, że im dalej, tym większe mam wątpliwości, czy aby przemyślałaś zasady, według których funkcjonuje Twój świat. To, że królewna miała aż siedemnaście lat, idąc do ołtarza (to jedyna córka KRÓLA) – no dobrze, elfy mogą dorastać później, król mógł naprawdę długo szukać dobrej partii dla córki, wcześniej nie było czasu; nie ma w tym nic dziwnego. To, że królewna ma parę dni na poznanie męża, a nie jest prowadzona na ślub prosto z garderoby, bo „sojusz nie może czekać” – w porządku, może ojcowie młodej pary chcą właśnie uczcić zawarcie sojuszu. Dlaczego David i Diana mogą spotykać się bez żadnej przyzwoitki? Może nie była potrzebna, bo widzieli się w towarzystwie innych osób, ale z narracji to nie wynika? Szlabanu, który Diana dostała po bliskim spotkaniu z pająkiem, komentować nie będę, bo bardzo mi się ten motyw spodobał; symbolu serca zresztą też, bo nie wiem nic o tym uniwersum. Dziwi mnie jeszcze, że kobiety noszą sukienki lub spódniczki najwyżej do kolan, choć blondynki mają w zwyczaju chodzić w różowych wstążkach w miejsce spódnicy. Pomijam już nawet prysznic w zamku – może elfy są świetnymi inżynierami w chwilach, gdy nie polują i żaden problem dla nich zbudować odpowiednią instalację wodociągową. Wszystko to można łatwo obronić, jednak uważam, że wątpliwych kwestii jest zwyczajnie zbyt dużo, by pominąć je milczeniem i to dobra okazja, by zastanowić się nad podstawami świata.
Są jednak dwa wydarzenia, które są jednoznacznie sprzeczne z tym, co powinniśmy ujrzeć w Twoim opowiadaniu – oba związane z postacią Jacoba. Po pierwsze scena, w której włamuje się do pokoju Diany, była dla mnie nieco zaskakująca. Nie wiem, czy to on jest na straży o tej pierwszej w nocy, ale nawet takie wyjaśnienie wydaje mi się nieprawdopodobne; przecież to córka króla, dzięki której można zawrzeć intratny sojusz, w dodatku ze skłonnościami do uciekania z domu. No i w końcu tego samego dnia dostała szlaban na wychodzenie z niego, więc wydawałoby się, że w tym momencie będzie wybitnie dobrze pilnowana; pewnie miałaby kilku strażników do pilnowania siebie nawzajem w razie, gdyby któryś z nich przypadkiem sam postanowił się z nią ożenić i wpadł na genialny pomysł porwania. Ta scena sama w sobie wydaje się absurdalna, ale Ty jeszcze postanowiłaś wyposażyć Jacoba w tradycyjną latarkę (czyli coś na baterie). Nie świecę, pochodnię, w skrajnej sytuacji lampę naftową – która dużo starsza od latarki nie jest, ale zawsze to lepsze rozwiązanie – tylko latarkę.
Druga sytuacja to ta, w której Jacob zachowuje się jak rasowy maczo i w efekcie Diana zostaje brutalnie pchnięta, ląduje na schodach i leje się krew (no dobrze, tylko czuje ją na ustach). Maczo na wszystkie jej pytania odpowiada „Zamknij się”, a potem jeszcze śmie napomykać coś o ratowaniu jej skóry i okazuje się, że chciał w ten sposób poinformować, że „ukradł dla niej konia”. Za takie potraktowanie córki króla powinien zostać ukarany ścięciem głowy, nie mówiąc już o tym, że to wszystko w celu porwania jej – widać nie jest zbytnim patriotą, skoro tam usilnie stara się nie doprowadzić do pojednania między państwami. Zresztą mam powody, by podejrzewać, że to całe zajście widziało przynajmniej kilka osób: Diana siedziała wcześniej z ojcem w jadalni, a Jacob złapał ją, gdy tylko ta pchnęła drzwi wyjściowe. Już pomijając samego króla, który albo to wszystko widział, albo usłyszał wrzaski królewny, w takich miejscach raczej byłoby pełno służby, a jeśli to maczo postarał się, żeby nikt mu nie przeszkadzał, to... po prostu wypadałoby o tym wspomnieć.
Co prawda w tej historii oba światy – elfów i ludzi – istnieją równolegle, ale nie jest powiedziane, jaki jest między nimi kontakt. Jest wielka brama, są strażnicy... ale nasi bohaterowie po znalezieniu się w obcym świecie sprawiają wrażenie, jakby nigdy nie słyszeli o jakiejkolwiek technice. Skąd w takim razie latarka? Nie wiem, czy w ogóle przemyślałaś tę kwestię, ale na pewno lepiej wychodzi Ci opisywanie znanego świata niż królestwa, na które chyba specjalnie nie masz pomysłu, bo jak do tej pory skupiałaś się wyłącznie na akcji. Nie jestem w stanie do końca stwierdzić, na ile mieszkańcy elfiego świata (poza Orsay) zdają sobie sprawę z istnienia tego ludzkiego – ale jeśli większość nie ma o tym pojęcia, to skąd określenie „siedzieć po turecku”? Musieliby w ogóle wiedzieć, co to jest Turcja.
Fabuła to coś niesłychanego. Trudno mówić o spójności, gdy wprowadzasz pewne elementy na siłę, by pomóc akcji iść do przodu; bo co na celu miało chociażby wprowadzenie krwiożerczego pająka? Zapewne to, by Jacob mógł uratować Dianę i okazać się prawdziwym elfim mężczyzną, ale nie zapominajmy, że ta scena nie zaczyna się atakiem ośmionogiej bestii, tylko zirytowaniem Diany, bo właśnie spotkała na swej drodze elfią blond piękność. Ta postać nie wniosła nic do opowiadania, bo jej rola ograniczyła się do bycia skrytykowaną w myślach przez Dianę, która powstrzymała się jednak przed wypowiedzeniem na głos swoich zarzutów dotyczących... w sumie tylko atrakcyjności drugiej elfki. To takie dziecinne! No, ale od biedy można tę wstawkę z nienawiścią do pięknych dziewczyn podciągnąć pod charakter bohaterki, której życie było przecież raczej samotne i mogła w końcu mieć jakiś nieuzasadniony żal do wszystkich naokoło.
Ta scena jednak psuje kompozycję, bo o ile opis ucieczki Diany był dość płynny, to blondynka pojawiająca się znikąd, która wraz z królewną wrzeszczy na widok pająka, a potem po prostu ucieka, by nigdy więcej się już nie pojawić, to element całkowicie zbędny. W miarę płynne wydawało mi się narzeczeństwo córki króla, ale tylko do momentu ślubu, bo postanowiłaś w bardzo dziwny sposób przerwać tę uroczystość, do tego wprowadzając nowe, niepasujące do dotychczasowego świata postaci. Czytelnik może czuć się zdezorientowany, bo o ile wielkie wejście Jacoba to oczywiste następstwo jego wcześniejszych wygłupów, to wprowadzanie jakichś syren – których opisu nie ma i nie wiadomo, czy są bardziej ptasie czy rybie – powoduje chaos.
Akcja w Twoim opowiadaniu pędzi z niesamowitą szybkością i chociaż treść wszystkich rozdziałów mieści się na ośmiu stronach w Wordzie, to zdążyło się stać tyle, że ciężko się w tym wszystkim połapać. Dominują dialogi, za to opisów jest bardzo niewiele i przedstawienie wyglądu pomieszczenia zazwyczaj ogranicza się do jednego zdania. Jeśli bohaterowie akurat się nie kłócą ani nad czymś nie dyskutują, stawiasz czytelnika przed faktem dokonanym: stało się to, Diana poszła tam, wszyscy uciekli przez bramę. O ile pomysły masz naprawdę interesujące i nawet mimo tych wszystkich potknięć logicznych byłam ciekawa, co stanie się dalej, to o budowaniu napięcia nie ma mowy. Zdecydowanie powinnaś przemyśleć, w jaki sposób przedstawiasz akcję, której tempo jest praktycznie takie samo: nie ważne, czy bohaterka wykonuje poranną toaletę czy akurat jest porywana z własnego wesela. Wydaje mi się, że po prostu nie planujesz, co i w jaki sposób chcesz przedstawić czytelnikowi, a skupiasz się na realizowaniu ciekawych pomysłów, które akurat wpadły Ci do głowy. Zupełnie zapominasz przy tym o jakiejkolwiek kompozycji, a czasem także o kluczowych sprawach – takich jak imię jednego z głównych bohaterów chociażby, które zostaje przedstawione mimochodem w którejś ze scen. Nie tylko wypadałoby nieco zwolnić, kiedy opisujesz jakieś wydarzenia, ale również zwyczajnie przedstawić ich tło, aby czytelnik był w stanie cokolwiek sobie wyobrazić; a to, jak wyglądają bohaterowie i jakiego koloru jest dywan niestety nie zawsze wystarcza.
Postaci nie stworzyłaś specjalnie dużo i w ich przypadku wielkich zastrzeżeń nie mam; nie jest to przynajmniej największy problem w Twoim opowiadaniu.
Diana to nieśmiała, dość przyjemna dziewczyna, która usilnie próbuje uwolnić się od życia pod kloszem i mimo że nigdy nie ma planu B, to nie jest to istotne, bo ucieczki i tak jej nie wychodzą z wielu różnych przyczyn. Z jakiegoś powodu nienawidzi skrzydlatych (tych blond) elfów i ich rozrywkowego podejścia do życia, ale cały fragment wygląda tak:
„Od zawsze nienawidziła tych idealnych dziewczyn w krótkich różowych spódniczkach. Nie trawiła ludzi którzy cały dzień spędzali na zabawach w lesie i na łąkach. Już chciała odjechać, gdy niespodziewanie blondyna wrzasnęła”, więc nie wiadomo właściwie dlaczego. Bo są „idealne”, czyli lepsze od niej? Bo się bawią, a ona nie może? Wydaje mi się też, że „ludzi” napisałaś z przyzwyczajenia, a chodziło o elfy. Poza tym Diana z jakiegoś powodu ma wyrzuty sumienia, będąc porwaną ze ślubu, którego sama od pewnego momentu chciała (!) – to chyba jednak wina Jacoba, prawda? Zabrzmiało to tak, jakby jej winą było, że jakiś niezrównoważony psychicznie chłopak się w niej zakochał.
Wspomniany Jacob to z kolei uosobienie adoratora, który bardzo szybko okazuje się najgorszą zmorą kobiety. Na początku wydaje się miły i spokojny – uśmiecha się i broni ukochanej przed jej ojcem, chociaż co prawda dość nieudolnie, bo Diana i tak dostaje szlaban na chodzenie do stajni. Wszystkie złe cechy wychodzą z niego dopiero w momencie, gdy Diana się zaręcza: wtedy maczo zaczyna się rządzić, staje się ostatnim chamem rzucającym dziewczynami po schodach i nie może zrozumieć, że wybranka jego serca chce wyjść za kogoś innego, mimo że jasno dała mu to do zrozumienia. Niestety, Jacob wydaje się nie brać pod uwagę odrzucenia zalotów.
Moją ulubioną postacią jest jednak król. Olewa córkę, czasem każe ją schwytać, bo nie lubi, jak długo siedzi poza domem, a w przerwach między paleniem wiosek („dla niego ważne sprawy do zrobienia to podbijanie kolejnych wiosek i zabijanie niewinnych”) przesiaduje na wielkim królewskim tronie obitym skórą (pewnie elfów, co nie słuchały rozkazów), wydaje polecenia, zarządza szlabany i ogólnie dobrze się bawi. Za to to jest naprawdę piękne:
„- Nie uważasz, że jestem za młoda na ślub? - próbowała ratować sytuację. Wiedziała jednak, że bezskutecznie.
- Oczywiście, że nie.
- Nigdy go nie widziałam.
- No cóż, każdy lubi niespodzianki”.
Lekkie podejście tego elfa do życia i uczuć własnej córki jest urzekające.
O Syrenie-widmo imieniem Orsay wiem bardzo niewiele; ponoć to „śliczna rudowłosa dziewczyna”, ale nadal nie mam pojęcia, jak powinnam sobie ją wyobrazić. Pomijając już jakiekolwiek szczegóły wyglądu twarzy, czy syreny w Twoim świecie przypominają bardziej ludzi, czy może elfy? Czy mają coś z syren, jakie znamy z baśni lub mitologii? Na te pytania wypadałoby odpowiedzieć, umieszczając nieco dokładniejszy opis i przedstawiając czytelnikowi tę tajemniczą rasę choć w zarysie. Orsay wydaje mi się dość śmiałą i zaradną dziewczyną, ale nie znam żadnych motywów jej postępowania; choć z początku zakładałam, że zdecydowała się pomóc Dianie z dobrego serca i ze względu na jakąś przyjaźń z Jacobem, który ją o to poprosił, to nie wiem jak zinterpretować jej ukrywanie się (dlaczego musiała to robić? Raczej nikt jej nie zauważył, skoro zatrzymała czas, więc czy ktokolwiek musiał wiedzieć, że im pomagała?) i ten fragment: „Diana i Orsay siedziały w krzakach czekając na ten moment. Strażnicy zaraz się zmienią, a wtedy... Wtedy będą wolne”. Jaką to wolność Orsay musi odzyskiwać i dlaczego?
Jedną z ważnych postaci jest również książę David, z którym Diana miała wziąć ślub. Nie został jednak obszernie opisany:
„- Ale to prawda. Pewnie prędzej czy później bym im zwiała - przez chwilę miała wrażenie, że David ( bo takie było imię księcia ) spojrzał na nią jak na jakąś wariatkę, ale trwało to tylko chwilę, bo gdy znowu na niego spojrzała wyglądał raczej na rozbawionego” – dokładnie w ten sposób dowiadujemy się, jak ten pan ma na imię. Wcześniej nie było o tym ani słowa, chociaż to z pozoru istotna postać i trafił jej się nawet dość dokładny opis wyglądu, a królewna spędza z nim cały dzień. Bardzo podobne rozwiązanie zastosowałaś w przypadku Luke’a, wilkołaka, a w tym samym rozdziale po raz pierwszy posłużyłaś się też linkami do zdjęć, które mają obrazować ubrania i przedmioty pojawiające się w opowiadaniu. Mam wrażenie, że chcesz sobie w ten sposób uprościć pisanie; uwierz mi, to wszystko da się przedstawić słowami, a do poprzednich rozdziałów można wrócić i dopisać to, o czym zapomniałaś wspomnieć za pierwszym razem.

Twój styl pisania nie jest najlepszy, co niestety widać już od pierwszego zetknięcia się z opowiadaniem. Zdarza Ci się robić błędy ortograficzne, interpunkcja chwilami szaleje, tekst jest dość niechlujny przez brak justowania, literówki i różnego rodzaju przypadkowo postawione znaki. Przypuszczam, że po prostu nie czytasz tego, co już napisałaś i nie wracasz do poprzednich postów, aby poprawić niedociągnięcia – na pewno przynajmniej część z nich wyłapałabyś sama, czytając tekst ponownie po jakimś czasie od napisania.
Do zapisu dialogów używasz dywizów (-) zamiast pauzy dialogowej („–” lub „—”), ale poza tym piszesz je prawie poprawnie – pamiętaj tylko, że gdy po pauzie opisujesz czynność niezwiązaną z mówieniem („- Odsuń się - Jacob popchnął je z całej siły”), to po wypowiedzi należy postawić kropkę. Zauważyłam też, że starasz się uzyskać polski cudzysłów za pomocą dwóch przecinków i znaku „", nie jest to jednak w dalszym ciągu najlepsze rozwiązanie. Myślę, że wiele dałoby pisanie w jakimś edytorze, który od razu wstawiałby poprawne znaki, takie jak wspomniane cudzysłowy, i umożliwiłby Ci szybkie poprawki w tekście, np. wyszukanie wszystkich dywizów i zamianę ich na pauzy.
Nie można również powiedzieć, żeby tekst czytało się łatwo, bo jest bardzo niepłynny – a to głównie ze względu na zbyt krótkie zdania proste, które występują wręcz w większości: „Teraz to Diana milczała. Może chłopak miał rację. Nie powinni opuszczać ich świata. Usłyszała za sobą jakiś ruch. Odwróciła się gwałtownie jednak nic nie zobaczyła. Nie minęło kilka minut, a znowu usłyszała podobny dźwięk”. Nie ma nawet miejsca na oddech.
Wydaje mi się, że po prostu brakuje Ci wprawy, ale nie jestem w stanie zauważyć różnicy w Twoim stylu pomiędzy nowymi i starymi rozdziałami; mam wręcz wrażenie, że jest nieco gorzej, ale to najprawdopodobniej przez to, że zaczęłaś ułatwiać sobie sprawę linkami do zdjęć. Cóż; masz oryginalne pomysły, ale nie widać jakiejkolwiek pracy włożonej w tekst.
Chwilami nie mogłam zrozumieć narracji, jaką stosujesz, ponieważ z pozoru neutralny wszechwiedzący narrator wtrącał dziwne stwierdzenia: „No jasne. Jej kochany tatuś musiał już się zorientować, że uciekła”. „Kochany” to raczej mało neutralne określenie, a „No jasne” wygląda raczej na myśl, która pojawiła się w głowie Diany. Takich fragmentów jest znacznie więcej i radziłabym zdecydować się na konkretnego narratora i zastanowić się, czy wplatanie w tekst dokładnych myśli bohaterki jest potrzebne.

Wypisałam z opowiadania naprawdę sporo błędów wszelkiego rodzaju. Ortograficznych, rzeczowych, interpunkcyjnych... Z tymi ostatnimi masz duży problem o tyle, że gdybym chciała wypisać je wszystkie, przepisałabym połowę tekstu z bloga – o nawet dość podstawowych zasadach, takich jak stawianie przecinka przed „który” i „gdy”, często zapominasz.
Cytaty wklejałam po kolei, zaczynając od pierwszego rozdziału, więc mam nadzieję, że mimo ich ilości nie będziesz mieć większych problemów ze znalezieniem miejsc, w których należy opisane błędy poprawić.
Na samym początku zwrócę jednak uwagę na problem, który może nie pojawia się na samym początku, ale powtarza we wszystkich rozdziałach: księżniczka to nie to samo co królewna. Księżniczka to córka księcia – Diana nie ma takiego tytułu, bo urodziła się jako córka króla i powinnaś nazywać ją „królewną”.

„Dziewczyna nie dbała jednak o to. Jej jedynym celem było wyjechanie poza granicę” – albo „za granicę”, albo konkretnie... poza granicę państwa? Lasu?

„Albo to zrobi albo... . Usłyszała krzyki straży” – dziwna interpunkcja pomiędzy tymi zdaniami.

„Chciała przyspieszyć (...) ale koń ani drgnął” – chciała przyspieszyć, ale koń stał w miejscu?

„Chwyciła uzdę i jak najszybciej się dało zaciągnęła konia za wysokie drzewo” – brak przecinka przed „zaciągnęła”.

„- I siedź cicho - fuknęła przywiązując uzdę do drzewa” – brak przecinka po „fuknęła”.

„Jeśli szybko czegoś nie wymyśli zostanie złapana i odprowadzona do zamku ojca” – brak przecinka po „wymyśli”.

„Teraz pewnie zastanawiacie się dlaczego uciekała przed strażą” – brak przecinka przed „dlaczego”.

„Wszystkie  czarne elfy właśnie na to poświęcały większość swojego życia. Diana nie zaliczała się jednak do ,, wszystkie ". Była córką króla” – tu dzieją się bardzo dziwne rzeczy z interpunkcją i gramatyką: pojawiają się dwie spacje przed „czarne”, drugie „wszystkie” powinno być zamienione na „wszystkich”, a poza tym, że cudzysłów jest niepoprawny, to jeszcze zawiera jakieś dziwaczne spacje.

„A jej zadaniem jest siedzenie w domu i nie wtykanie nosa w nie swoje sprawy” – „niewtykanie”.

„Nagle coś uderzyło ją w ramie i runęła w duł” – w dół. Bo na dole.

„Co mogło strącić ją z drzewa” – jako że to rozważania, przydałby się tutaj znak zapytania.

„Śliczna, blond włosa elfka” – blondwłosa.

„Dziewczyna dobrze wiedziała kim jest nieznajoma” – brak przecinka przed „kim”.

„Gdy tylko blondynka dojrzała ciemną elfkę od razu do niej podfrunęła” – brak przecinka po „elfkę”.

„Spytała stając na ziemi” – po „stając” brakuje przecinka. Myślę, że odpuszczę sobie wymienianie kolejnych miejsc, gdzie występuje ten błąd, bo musiałabym cytować co drugie zdanie. Zapamiętaj, że zdanie rozdzielamy przecinkiem, jeśli występuje w nim imiesłów przysłówkowy... czyli przed każdym „robiąc” w takim wypadku należy go postawić.

„Nie trawiła ludzi którzy cały dzień spędzali na zabawach w lesie i na łąkach” – brak przecinka przed „który”.

„Wiedziała kto ocalił jej życie” – brak przecinka po „wiedziała”.

„Tylko jedna osoba którą znała mogła spowodować ten huk” – brak przecinka przed „która”.

„- To nie tak Jacob” – brak przecinka przed „Jacob”.

„Gdybym cię nie lubiła już bym ci zwiała” – brak przecinka przed „już”.

„- To znaczy, że mnie lubisz tak?” – przecinek przed „tak”.

„Jedynym którego znosiła” – brak przecinka przed „który”. I znowu, po prostu przestanę cytować fragmenty, gdzie brakuje przecinka przed tym słowem.

„Był w jej wieku co rzadko się zdarza” – rzadko był w jej wieku? Plus brak przecinka przed „co”.

„Za zwyczaj posadę strażnika można zdobyć po ukończeniu osiemnastu lat” – „zazwyczaj” pisze się razem. Poza tym „można było”, a nie „można”, bo cały rozdział był w czasie przeszłym.

„- Przykro mi, ale chyba moim obowiązkiem jest odprowadzenie cię do zamku - westchnął.
- Poważnie?
- Wolisz żeby zrobił to jeden z tych gburów” – w tym kontekście to pytanie, więc brakuje znaku zapytania po ostatnim zdaniu. Poza tym brak przecinka przed „żeby”.

„Miała wyrzuty sumienia co rzadko się jej zdarzało” – brak przecinka przed „co”.

„- Sądzisz, że nie dałabym rady - wyszeptała na tyle głośno by mógł ją usłyszeć” – brak przecinka przed „by”.

„Zamiast go przeprosić tylko się na nim wyżywa” – brak przecinka przed „tylko”.

„Gdy wjechali do małej wioski niedaleko zamku, dziewczyna ze smutkiem spostrzegła, że wiadomość o jej ucieczce musiała dojść aż tutaj” – aż? Mowa o miejscu położonym naprawdę blisko zamku.

„- Sama się prosisz o dodatkową nianie, młoda damo” – nianię.

„- Jacob będzie cię pilnować na zmianę z Thomasem.
 Diana westchnęła. Tomas był jednym ze strażników, którego po prostu nie cierpiała” – trzy zdania, dwie wersje imienia strażnika.

„- O co chodzi - spojrzała na ojca” – pomijając zły zapis dialogu, to też pytanie.

„- Byłem dzisiaj na uczcie u króla zwyczajnych elfów,Gabriela” – brak spacji po przecinku.

„Przerwał by zaciągnąć łyk herbaty” – brak przecinka po „przerwał”, poza tym... zaciągnąć łyk herbaty?

„- Postanowiliśmy zawrzeć sojusz ...” – zbędna spacja przed wielokropkiem.

„Dziana siedziała w swojej komnacie i układała plany alternatywnej ucieczki” – Diana.

„Szybko wskoczyła pod miękką kołdrę, udając, że śpi” – wskoczyła, udając sen?

„- Jeśli będziesz mi tym ustrojstwem świecić po oczach to nigdy nie zasnę” – brak przecinka przed „to”.

„- I co. Przyszedłeś zaśpiewać mi kołysankę?
- Ha ha ha  - zaśmiał się z sarkazmem” – dwie spacje po śmiechu.

„Potknęła się i straciwszy równowagę runęła na kamienne schody” – brak przecinka przed „runęła”.

„Diana stała przed wielkim ściennym lustrem i wpatrywała się bezsensownie w swoje odbicie (…). Jej długie czarne włosy splatała zawsze w luźny warkocz” – swoje (długie, czarne) włosy...

„- Król kazał mi przekazać, że suknia ślubna ma być lekko zielonkawa, nie szara - wydyszał takim tonem jakby była to najważniejsza rzecz na świecie.
Krawcowe westchnęły cicho i zabrały się do pracy. Po kwadransie wszystko było gotowe” – chyba nie zaczynały od początku? Wówczas nie skończyłyby w piętnaście minut; lepiej napisać, że podmieniły sukienkę i szybko poszło.

„Minęła go na korytarzu. Nie wiedząc czemu poczuła lekkie ukucie w sercu” – brak przecinka przed „poczuła”.

„Rano pod jej drzwiami stały już uzbrojone w cały arsenał kosmetyków krawcowe. 
- Nie ma czasu - powtarzały malując jej paznokcie na żółto i dopinając suknię” – paznokcie lakierem? Nie spodziewałam się tego w tym świecie. Poza tym brak przecinka po „powtarzały”.

„Gdy tylko była gotowa wpakowali ją do karocy” – brak przecinka po „gotowa”.

„Przez całą drogę wyglądała za okno oglądając mijane lasy” – brak przecinka po „okno”. Poza tym... wyglądała, oglądając?

„Do ceremonii zostały dwa dni które miała poświęcić na poznanie nowego męża. Gdy o tym myślała chciało jej się wymiotować” – brak przecinka przed „które” i „chciało”.

„Gdy dotarli na miejsce ku swojemu przerażeniu zobaczyła, że czaka na nią całe miasto” – brak przecinka przed „ku”. Poza tym „czeka”, a nie „czaka”.

„Wysiadła powoli rozglądając się dookoła” – brak przecinka po „wysiadła”.

„Drugi, zdecydowanie młodszy miał burzę kasztanowych włosów i miły wyraz twarzy” – brak przecinka przed „miał”.

„Gdy ceremonia powitalna dobiegła końca Diana zażądała, by zaprowadzili ją do jej sypialni. Wzięła szybki prysznic i zasnęła praktycznie od razu” – brakujący przecinek przed „Diana”.

„- Właśnie, uważam, że nie powinni nami rządzić.
- Powinni pozwolić mi zostać starą panną - zażartowała gorzko.
- Wcale nie. Nic takiego nie mówiłem - chłopak poczuł się urażony” – czemu on poczuł się urażony? Przecież to Diana mogła źle zinterpretować jego słowa (choć to było powiedziane żartobliwie).

„- Ale to prawda. Pewnie prędzej czy później bym im zwiała - przez chwilę miała wrażenie, że David ( bo takie było imię księcia ) spojrzał na nią jak na jakąś wariatkę” – po „(” i przed „)” nie daje się spacji.

„Teraz jednak, gdy poznała go lepiej nie wydawał się już najgorszym co mogło ją w życiu spotkać” – brak przecinka po „lepiej”.

„Gdy wszystko było gotowe krawcowe przytargały suknię i Diana musiała iść z nimi” – brak przecinka po „gotowe”.

„Stała na czerwonym dywanie z rozwianymi czarnymi włosami” – wiemy, że Diana włosy ma z natury czarne, a ten przymiotnik tu źle brzmi, ponieważ wygląda to tak, jakby to była jakaś nowość z okazji uroczystości... albo dywan miał rozwiane włosy.

„David stał na drugim końcu dywanu pod wielkim plecionym sercem” – sercem? Ale plecionym z czego?

„Diana już miała odpowiedzieć gdy nagle poczuła podmuch wiatru koło siebie i jakąś klejącą maź na uszach” – brak przecinka przed „gdy”.

„Jej spojrzenie padło na śliczną, rudowłosą dziewczynę i wiedziała już wszystko. Nieznajoma śpiewała. Diana znała tą piosenkę. Była smutna. Jej słowa przyprawiały o dreszcze. Dziewczyna poczuła, że do oczu napływają jej łzy” – brzmi to tak, jakby to ruda zaczęła płakać, choć z kontekstu wynika, że to Diana.

„Ruszyli galopem co utrudniały im rosnące gęsto drzewa. (…) Pędzili chyba przez godzinę bez przerwy, aż wreszcie Jacob zdecydował, że tymczasowo zatrzymają się w małej, ciasnej jaskini” –konie nie byłyby w stanie galopować przez godzinę, chyba że to jakieś elfie mutanty; znowu jeśli poruszali się wolniej, to nie oddalili się za daleko. Brakuje też przecinka przed „co”.

Nasi bohaterowie przywiązali konie koło groty, schowali się, a strażnicy przejechali obok i nie zauważyli. Co tam jakieś konie z siodłami, nic specjalnego.

„- Co to” – kolejne pytanie bez znaku zapytania.

„Gdy dotarła do celu obok niej pojawiała się nagle Orsay” – brak przecinka przed „obok”.

„- Co się stało - Jacob wyglądał na zdezorientowanego” – brak znaku zapytania po pytaniu...

„- O co chodzi? Jaki znowu Mur? - czarnowłosa wpatrywała się w obojgu wielkimi oczami” – przypatrywała się obojgu albo wpatrywała się w oboje. Poza tym „czarnowłosa” to bardzo zły zamiennik imienia bohaterki.

„Wystarczy by otworzyć wrota” – brak przecinka po „by”.

„- Powiedz mi proszę ile już razy twoje proroctwo zawiodło?” – brak przecinka przed „ile”.

„- Jeśli mamy jakiekolwiek szanse warto spróbować” – brak przecinka przed „warto”.

„Poco to odwlekać?” – „po co” oddzielnie.

„- To na co jeszcze czekasz” – kolejny brak znaku zapytania.

„Ładuj się na konia i jedz na śmierć” – jedź.

„- Jeśli chcesz Jacobie Brown skończyć w lochu mojego ojca to twoje marzenie niebawem się spełni” – brak przecinka przed i po „Jacobie Brown”. 

Okazuje się, że strażnicy zmieniają się co godzinę, więc łatwo będzie przejść na drugą stronę. Na zmianę potrzebne im dwie minuty. Boże, dlaczego ich nikt nie zwolnił?

„Nie patrząc za siebie ruszyła za syreną” – brak przecinka przed „ruszyła”.

„Orsay szła na czele kompani” – kompanii.

„Mówiła, że wie co robi” – brak przecinka przed „co”.

„- Nie marudź tylko się pospiesz” – brak przecinka przed „tylko”.

„- Pobudka królewiczu” – brak przecinka między wyrazami.

„Gdy wreszcie dotarła na szczyt, ujrzała to co tak zaniepokoiło Orsay” – brak przecinka przed „co”.

„- Zemdlałaś gdy Orsay zaczęła śpiewać” – brak przecinka przed „gdy”.

„Diana spodziewała się, że Jacob nie zrozumie o kogo jej chodzi” – brak przecinka przed „o kogo”.

„Może wie gdzie jesteśmy” – brak przecinka przed „gdy”.


„Odwróciła się napięcie” – na. Pięcie. Nie „napięcie”.

„Oczywiście Orsay musiała go najpierw związać. Jacob mierzył bestie uważnym spojrzeniem” – przez brak „ę” okazuje się, że Orsay i wilkołak to bestie.

„Konie zostawili przy bramie w nadziej, że strażnicy je znajdą” – nadziei.

„Diana miała na sobie zieloną suknię w liścia” – w liścia?

„Drzewa rosy gęsto” – rosły.

„Po dziesięciu minutach marszu, wyszli na leśną drużkę” – weszli na druhnę? „Dróżka” przez ó, bo drOga.

„Wilkołak podszedł do pierwszej lepszej pułki i wybrał krótką sukienkę galaxy <tutaj>” – półki (to akurat jest wyraz nieodmienny). Poza tym oczywiście nikt nie zwraca uwagi na ich wygląd w tym momencie; co tam, że nie są raczej zwyczajnie ubrani, a Jacob może nawet ma zbroję.

Twojemu opowiadaniu brak przede wszystkim jakiegoś planu i sensownej konstrukcji, bo odnoszę wrażenie, że składa się wyłącznie z akcji, w dodatku nie do końca przemyślanej. Mimo zaskakujących momentów i interesujących wątków ciężko mówić o jakimkolwiek napięciu. Wszystko dzieje się zdecydowanie zbyt szybko i na tym ucierpiała przede wszystkim kreacja świata, jakbyś nie znalazła czasu na przedstawienie go czytelnikowi, chcąc jak najszybciej przejść do ciekawej akcji. Brakuje dokładnych opisów, a szereg błędów wszelkiego rodzaju zwyczajnie utrudnia i zniechęca do czytania.
Mam nadzieję, że nie przejmiesz się krytyką i skorzystasz z moich rad. Brakuje Ci po prostu doświadczenia w pisaniu i to zwyczajnie widać, tak samo jak bałagan w tekście i małe zaangażowanie. Jeśli tylko będziesz chciała się rozwijać, na pewno uda Ci się pisać dobre teksty dzięki wyobraźni, bo Twoje poczucie humoru i pomysły naprawdę mnie zaskakiwały.
Błędy ortograficzne, językowe i logiczne, brak spójności i jakiegokolwiek przedstawienia świata niestety nie pozwalają mi na wystawienie wyższej oceny, bo nie byłoby to niczym uzasadnione; a szkoda, bo mimo wszystko czytało mi się przyjemnie... i jakoś tak czuję po tej lekturze pełnię pozytywnych emocji. Potraktuj tę ocenę jako jedynkę z plusem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy