sobota, 26 lipca 2014

Minirecenzja #1: Kostkapisze

Na początku chciałabym zaznaczyć, że tekst nie spełnia warunku długości; całość, mimo trzynastu rozdziałów, ma w sumie zaledwie dziesięć stron (Times New Roman 12). Przyjęłam jednak go do oceny, sądząc, że nie będzie z tym problemu, bo przez kilkanaście rozdziałów akcja musiała się w końcu rozwinąć do stopnia umożliwiającego swobodne wypowiadanie się o całości. Cóż, po przeczytaniu uważam, że tekst jest zdecydowanie za krótki i dlatego w przyszłości będę się na pewno ściślej trzymać ustalonego limitu. Jakby nie było – wychodzę z założenia, że jeśli autor zgłasza swój utwór do oceny (czy też w tym przypadku minirecenzji), musi uważać, że napisał już wystarczająco dużo, żeby się do tej oceny nadawał. Więc oceniam.

Kandydat: Kostka, „Elementaliści” (kostkapisze.blogspot.com)

„Elementaliści” to wielowątkowe opowiadanie opisujące losy uczniów Szkoły Żywiołów, w tym Leny, która jest w tym miejscu zupełnie nowa. Dziewczyna od pierwszego dnia zmaga się z niechęcią niektórych kolegów, ludźmi rzucającymi jej kłody pod nogi i wieloma przeciwnościami.
Od pierwszego rozdziału czytelnik rzucany jest na głęboką wodę; tekst jest pozbawiony szczegółowego wprowadzenia i skąpi czytającemu wyjaśnień, z czym właściwie ma do czynienia. Zanim akcja odpowiednio przyspieszy, przekazuje mu tylko dwie informacje – miejsce wydarzeń to szkoła, która ma coś wspólnego z magią żywiołów, i właśnie przenosi się do niej nowa uczennica. Zbyt szybkie tempo pojawiania się nowych wątków w połączeniu z brakiem informacji o zasadach panujących w opisywanym uniwersum zaczyna być jednak problemem w momencie, kiedy w kolejnych rozdziałach istotnych informacji wcale nie przybywa, wciąż za to wprowadzani są nowi bohaterowie, nowe miejsca, nowe zwroty akcji. Prawdę powiedziawszy, po przeczytaniu całości o świecie przedstawionym nie jestem w stanie powiedzieć nic.
Tekst cierpi oprócz tego również z powodu innych poważnych problemów, a z każdym kolejnym rozdziałem przybywa tylko niewyjaśnionych kwestii; w pewnym momencie nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czytam fan fiction do nieznanej mi książki, a Ty po prostu zapomniałaś mi o tym powiedzieć.
Wadą opowiadania nie jest w tym przypadku to, że jego świat nie został przez twórcę przemyślany, ale że nie został odpowiednio przedstawiony czytelnikowi. Przypominał mi z tego powodu miejscami dramat – ledwo zarysowane tło, opis otoczenia sprowadza się raczej do zbioru mniej istotnych faktów o znajdujących się w pobliżu przedmiotach i budynkach niż plastycznego wyobrażenia miejsc, akcja skupia się na dialogach. Ta dysproporcja powoduje, że trudno sobie tu cokolwiek wyobrazić, ciężko mówić o jakimkolwiek klimacie, a całość niestety raczej odrzuca, niż zachęca do czytania.

Wprowadzając wspomniane skąpe opisy, co prawda konsekwentnie przemycasz jakieś informacje o zasadach panujących w wykreowanym przez siebie świecie, ale to wszystko za mało. Zwyczajnie brakuje konkretów i tekst szybko traci początkową atmosferę tajemniczości; jakiekolwiek początkowe wrażenie fantastycznej krainy, której tajemnice będą odkrywane przed czytelnikiem kawałek po kawałku, jakie można było jeszcze odnieść na samym początku, szybko ustępuje miejsca irytacji czytelnika, który nie wie, z czym ma do czynienia i dlaczego bohaterowie reagują w dany sposób. Przywoływane fakty tracą sens i nie wzbudzają emocji, kiedy brakuje solidnych podstaw; opisywane wydarzenia wydają się zawieszone w nieokreślonej przestrzeni, a miejscami bardzo chaotycznie opisana akcja jest już nie do zrozumienia. Kiedy któryś z bohaterów krzyknął „co się tutaj dzieje!?”, miałam ochotę zrobić to samo.
Tekst jest bardzo krótki – jak wspomniałam, dziesięć stron – a mimo to zdążyłaś poruszyć sporo kwestii i wprowadzić bardzo wielu bohaterów. Nie jestem przy tym w stanie powiedzieć nic konkretnego o żadnym z nich, choć to pewnie głównie ze względu na małą objętość tekstu i fakt, że nie było jeszcze okazji, żeby dobrze ukazać ich charaktery. Mocno martwi mnie jednak to, że nawet o głównej bohaterce nie jestem w stanie nic ciekawego napisać, bo jej również nie zdarzyło się niczym konkretnym wykazać – scena z otrzęsinami to jednak zbyt mało. Nie zapamiętałam cech wyglądu nikogo poza Sergiuszem, a i to tylko z tego powodu, że to sam opis był... charakterystyczny, a nie wygląd („prosty rzymski nos”, poza tym Lena po rysach jego twarzy wywnioskowała, że musi mieć za ojca wysoko postawionego urzędnika o arystokratycznym pochodzeniu. Nie po sposobie mówienia, ubraniu, czy jakichkolwiek innych cechach. Jeżeli arystokracja w tym świecie aż tak się wyróżnia, to powinnaś wyjaśnić czytelnikowi, dlaczego... i tu wracamy do głównego problemu).
Te dziesięć stron to nie są dopiero początkowe fragmenty wprowadzające czytelnika w świat – nie, jak już mówiłam, opisy są zredukowane do minimum, wstępu pokazującego tło nie ma wcale, za to pojawiło się całe mnóstwo mniej lub bardziej ważnych scenek; akcja pędzi na łeb na szyję, ale nie wiadomo za bardzo, dokąd. Do tej pory nie wiem chociażby, czemu miało służyć wydzielenie osobnego rozdziału dla ucznia, który przez całą jego długość martwił się ilością kartek do przeczytania na egzamin; chłopak nie pojawia się więcej ani razu. Końcowa scena fragmentu rzuca jednak trochę światła na tę kwestię, bo Kyu zostaje wyrzucony przez Sergiusza, swojego współlokatora, za drzwi. Być może taka kompozycja miała po prostu podkreślić brak kultury i tyranię tego drugiego.
Na chwilę obecną główne wątki są, zdawałoby się, trzy: jak dotąd spotkaliśmy się z perypetiami Leny, która do szkoły dopiero dołączyła i od razu nie spodobała się Sergiuszowi, Sergiusza, który bardzo złości się na Lenę, i Ines, która kradnie coś nieokreślonego po to, żeby zyskać wpływy i bogatego męża. Złoszczący się nastolatek jest tym, co wybija się ze wszystkich wątków najmocniej, niestety w negatywnym sensie.
Mamy tutaj nieznoszącego sprzeciwu ucznia trzeciego roku, który każdemu nowemu koledze rozpoczynającemu naukę w szkole organizuje z kolegami „chrzest” w postaci jakiegoś niemiłego psikusa. Mamy też Lenę, której – jako pierwszej z nowo przyjętych – nie spodobało się, że ktoś ją związuje i wsadza do zimnej wody, więc powiedziała „nie”, kiedy kazano jej założyć worek na głowę. Tak powstaje konflikt oraz tak wygląda motywacja głównego złego, który jest wściekły: nie może znieść, że Lena – podkreślam, dopiero co przyjęta do szkoły – nie wiedziała, jak ważną jest on postacią i śmiała się mu sprzeciwić. Nie wierzę, żeby nigdy wcześniej coś takiego jak niechęć ze strony chrzczonego się nie zdarzyło. Nie rozumiem złości Sergiusza i nie mam pojęcia, co spowodowało, że ktokolwiek w tej szkole go słucha i się go obawia. To jakiś furiat! Pomiatanie kolegami nie powinno być w żadnej tego typu placówce akceptowane, a więc jeśli istnieje jakiś prawdziwy powód, dla którego Sergiusz wzbudza taki szacunek, to po prostu go nie znam. Nie znam zasad panujących w tej szkole, nie znam tła; mam nadzieję, że teraz rozumiesz, dlaczego tak bardzo podkreślam jego brak w rej recenzji.
Zdążyła mi się za to bardzo nie spodobać również inna kwestia, całkiem poboczna, ale potrzebuję o niej wspomnieć. Od początku można zauważyć dziwne założenie, że kobiety nie dość, że nie mają talentu i ich do szkoły żywiołów z reguły nie biorą, to jeszcze nawet wtedy, żeby osiągnąć sukces, muszą wyjść za jakiegoś fajnego mężczyznę. Dałoby się to wyjaśnić zasadami panującymi w tym świecie, ale kiedy takich informacji nie ma... cóż, z mojej perspektywy to tylko duży minus.

Kolejnym dużym problemem tekstu – podobnie ważnym jak brak odpowiedniego wprowadzenia – jest styl. Ogólnie rzecz biorąc, już po pierwszych kilku zdaniach widać, że tworzy go pisarz niedoświadczony, początkujący, a do tego nie do końca zwracający uwagę na literówki i „błędy z nieuwagi”. Utwór prawie w całości składa się ze zdań pojedynczych, co bardzo przeszkadza w odbiorze, a pojawiające się miejscami fragmenty złożone z krótkich oznajmień:
Zatrzymała się przed swoimi drzwiami i wyjęła klucze.Nagle kolory zniknęły. Wszystko nabrało czarno-szarej barwy.Klucze wypadają z ręki i upadają bez dźwięku na posadzkę. W tym samym momencie otwierają się drzwi. Z środka wyskakuje zakapturzona postać”,
mające na celu prawdopodobnie zmianę tempa i podkreślenie szybkości akcji, na tle całości wypadają bardzo źle. Zmiana czasu w powyższym przypadku wprowadza tylko więcej zamętu i nie za bardzo wiadomo, czemu miała służyć.
Opisów otoczenia praktycznie nie ma, a kiedy już jakiś się pojawi, służy raczej jako miejsce do przemycenia kilku informacji o świecie i nie spełnia właściwej roli. Miejsca i osoby ciężko sobie w jakikolwiek sposób wyobrazić na podstawie samego tekstu, dialogi cierpią na duże problemy interpunkcyjne (tutaj radziłabym zapoznać się z dokładnymi regułami dotyczącymi tego, kiedy stawiamy kropkę po wypowiedzi), a w całym tekście często można się natknąć na niepasujące elementy w dialogach (język potoczny) i słowa użyte w niewłaściwym kontekście. Spacje zamiast akapitów, dywizy zamiast pauz i niepoprawne cudzysłowy to kolejne niedociągnięcia, ale już nie z rodzaju tych rażących. Najbardziej zniechęciło mnie właśnie to, że ewidentnie nie czytasz tekstu po jego napisaniu – a o tym świadczy liczba literówek. Jeżeli chcesz pisać dobrze, zdecydowanie powinnaś do starszych rozdziałów wracać.

Z jednej strony polecałabym betę, jeśli chcesz, aby opowiadanie stało się łatwiejsze w odbiorze, a z drugiej sądzę, że powinnaś przede wszystkim pracować sama i uczyć się na własnych błędach. Najlepiej byłoby, gdybyś spróbowała poprawić napisane już rozdziały i przede wszystkim po prostu pisać, jak najczęściej i jak najwięcej. Często odnosiłam wrażenie, że bardzo się spieszysz, nie chcesz przedłużać opisów i w niesamowitym tempie przeskakujesz przez wątki, jakbyś bała się zanudzić czytelnika zbyt długim opisywaniem tego samego, podczas gdy aż prosiłoby się o spokojne oprowadzenie go po świecie i zapoznanie z jego historią. Chcę tutaj wspomnieć, że Twoje rozdziały są jednymi z najkrótszych, jakie zdarzyło mi się spotkać na blogach z opowiadaniami – piszę to, ponieważ w jednej z notek wyjaśniających wspomniałaś, że obawiasz się zrażenia czytających zbyt długimi postami bez obrazków. Wiele długo prowadzonych opowiadań blogowych, które znam, ma rozdziały o długości całego Twojego bloga; to tak dla porównania.
Na koniec odpowiem na jeszcze jedno zadane przez Ciebie pytanie w zgłoszeniu: czy tworzy się suspens. Niestety, zwyczajnie nie znalazłam podstaw koniecznych do tego, żeby poczuć jakiekolwiek napięcie. Spróbuj wyjąć najbardziej emocjonujący moment ze swojego ulubionego filmu i pokaż go komuś, kto nie widział całości i nie zna kontekstu, nie udzielając słowa wyjaśnienia. Osiągniesz podobny efekt; bez podstaw nie da rady.

Przykro mi, ale dziś nie mogę Cię przyjąć do armii na żadne stanowisko. Bardzo chętnie zobaczyłabym Cię jednak ponownie, jeśli rzeczywiście masz zapał do pisania, po dłuższej przerwie – pół roku? – z nowym, czy też tym samym tekstem, ale po ponownym opracowaniu i osiągnięciu odpowiedniej długości do oceny szczegółowej. Jeśli masz ochotę.

Jak ja nie lubię wystawiać jedynek.

8 komentarzy:

  1. Dziękuję za wszelkie uwagi ;)

    Jednak co do dywiz, myślników, akapitów, itp.
    Wiem jakie są zasady. Niestety, pisząc bezpośrednio na bloggerze nie mogę ich zastosować. Po prostu nie ma tam takiej funkcji (albo nie potrafię jej znaleźć. Jeśli wiesz jak to zrobić - byłabym wdzięczna za pomoc :D), a nie posiadam pakietu Office'a z którego mogłabym skorzystać.
    Twoje zastrzeżenia na pewno wezmę pod uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc :)
      Instrukcję, jak uzyskać akapity, znajdziesz np. tutaj: http://tajemniczy--ogrod.blogspot.com/2013/04/tworzenie-akapitow.html. Jeśli korzystasz z systemu Windows, półpauzę możesz uzyskać za pomocą kombinacji klawiszy alt+0150, albo po prostu kopiując znak z innego dokumentu. Najlepiej jednak kopiować tekst z programu tekstowego, który poprawne znaki wstawia automatycznie; polecam tutaj darmowy OpenOffice (http://www.openoffice.org/pl/product.download.html).
      Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym pisaniu!

      Usuń
  2. alt+0150? konkretnie mam nacisnąć kolejno 0,1,5,0?
    Niestety kopiowanie z dokumentu tekstowego jest dość uciążliwe przy pisaniu dłuższych wypracowań.
    O! A program bardzo się przyda :D Pisanie na WordPadzie nie jest najlepszym rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trzymasz lewy alt, wpisujesz 0150 na klawiaturze numerycznej i puszczasz alt. Nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie, ale zawsze jakieś ;)

      Usuń
  3. Dzięki za informację - nie, najwyżej przejrzę bardzo kosmetycznie parę ostatnich rozdziałów, ale to dziś albo jutro, raczej nie zdążysz przeczytać do tej pory :). Możesz brać się do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Claudinello, przeszkadzałoby Ci, gdybym zmieniła szablon? (głównie to obrazek i kolorystykę). Dla mnie ocena grafiki jest na dziesiątym planie, ale jeśli to dla Ciebie problem, to chciałabym wiedzieć, czy będę musiała z tym długo czekać (chociaż wiem, że życie ważniejsze etc. i trudno powiedzieć czasem, kiedy ocena będzie, nie poganiam, wiem, że moje opko jest stosunkowo długie). Chociaż może do fioletowego kiedyś wrócę, to też mogłabym chętnie przeczytać :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma problemu; szablonem jako takim się jeszcze nie zajmowałam, jedynie tekstami na podstronach, ale tego chyba zmieniać nie zamierzasz. Przeczytałam już pierwszą część Twojego opowiadania i na tematy z nią związane się już w większości rozpisałam, ale zanim przejdę do drugiej, pojawi się tu minirecenzja – najprawdopodobniej w przeciągu najbliższych kilku dni. To tak żebyś miała jakiś pogląd na to, kiedy spodziewać się oceny :)

      Usuń
    2. Nie, jak pisałam na stronie, Elką chwilowo się nie zajmuję (raczej pochłania mnie nowe opko, lepiej mi wychodzi), i chociaż mam rozgrzebany nowy rozdział, to raczej nic się nie pojawi/zmieni do oceny. Dziękuję za odpowiedź :).

      Usuń

Obserwatorzy